sobota, 3 listopada 2012

Koniec serii. Wisła – Resovia 0:1



Resovią zakończyła trwającą już osiem kolejek serię meczów Wisły bez porażki. Chociaż podopieczni trenera Marcina Kaczmarka mieli zdecydowaną przewagę i stworzyli sobie wiele sytuacji do zdobycia gola, nie zdołali ani razu pokonać bramkarza przyjezdnych. Goście chociaż nie mieli prawie żadnych okazji podbramkowych, wygrali dzięki rzutowi wolnemu sprytnie rozegranemu w doliczonym czasie gry. Po nieszczęśliwej porażce na własnym boisku płocczanie spadli w tabeli wschodniej grupy drugiej ligi z pierwszego na trzecie miejsce.
W pierwszych minutach meczu w okolicach pola karnego Wisły kilka razy pokazał się Tomasz Ciećko. Najskuteczniejszy strzelec Resovii najpierw przegrał główkowy pojedynek z Marko Radiciem, a później z rzutu wolnego trafił w mur ustawiony przez gospodarzy.

Później do głosu doszli jednak nafciarze. Kilkukrotnie przed szansą na zdobycie gola stanął Łukasz Sekulski. Najpierw strzelił na tyle lekko, że Marcin Pietryka bez problemu złapał piłkę. Chwilę później uderzył mocniej, ale bramkarz gości instynktownie wybił piłkę. W końcu strzelając z rzutu wolnego trafił w mur.

Gdy nie szło Łukaszowi Sekulskiemu, szczęścia zaczął szukać Marcin Krzywicki. Najpierw jego strzał z dystansu zablokowali obrońcy. Później płocki napastnik nie zdążył dojść do dobrego podania. Później z kilku metrów przeniósł piłkę nad poprzeczką, chociaż miał przed sobą pustą bramkę. O pechu może mówić również Łukasz Nadolski, który popisał się niezwykle efektownym uderzeniem z woleja, po którym piłka trafiła w poprzeczkę.

Druga połowa również zaczęła się od kilku ataków gości. Żaden z nich nie mógł jednak przynieść przyjezdnym powodzenia. Z biegiem czasu do głosu zaczęła dochodzić Wisła. Najpierw bramkarza gospodarzy nękał Krzysztof Janus. Marcin Pietryka dwukrotnie jednak wybronił strzały płockiego pomocnika. Gdy Janus wystąpił w roli asystenta, kilkudziesięciu centymetrów zabrakło do szczęścia Marko Radiciowi. Po jego główce piłka przeleciała nieznacznie nad poprzeczką.

Mecz powoli dobiegał końca, a część kibiców zaczynała już myśleć o tym, że skoro nie da się wygrać, dobrze byłoby chociaż „dowieźć” remis do końcowego gwizdka. Niestety, i ta sztuka się nie powiodła. Już w przedłużonym czasie gry goście egzekwowali rzut wolny. Błąd popełnił Seweryn Kiełpin, który wypuścił piłkę z rąk wprost pod nogi Tomasza Ciećki. Najlepszy strzelec Resovii nie zmarnował doskonałej okazji i zdobył gola na wagę trzech punktów. – Zwycięstwo na tak trudnym terenie w meczu z głównym kandydatem do awansu bardzo smakuje – powiedział na pomeczowej konferencji prasowej uradowany trener gości Tomasz Tułacz.

Niepocieszony był za to szkoleniowiec Wisły. – Ciężko pogodzić się z porażką poniesioną w takich okolicznościach. Mielibyśmy spory niedosyt nawet po remisie, bo mieliśmy sporo sytuacji, dzięki którym ten mecz mógł potoczyć się zupełnie inaczej – przyznał trener Marcin Kaczmarek. – W końcówce meczu doszło do lekkiej dekoncentracji, przez którą straciliśmy bramkę, a co za tym idzie trzy punkty. Niewiele to jednak zmienia w naszej sytuacji. Doskonale wiem, w jakim punkcie jesteśmy, nad czym musimy pracować, jakie elementy w naszej grze najbardziej szwankują. Mamy jeszcze dwa mecze do zakończenia rundy jesiennej i postaramy się zdobyć w nich jakieś punkty, aby utrzymać kontakt z czołówką. Czołowe drużyny będą grały jeszcze między sobą, więc ktoś z nich na pewno zgubi punkty.

Wisła Puławy zagra z Puszczą Niepołomice w siedemnastej kolejce, zaplanowanej na 17 listopada. Dla puławian nie będzie to jednak koniec rundy jesiennej, no 21 listopada zagrają jeszcze z Pelikanem Łowicz w zaległym meczu 14. kolejki. Wtedy dopiero będzie można mówić o układzie tabeli po rundzie jesiennej.

Wisła Płock - Resovia Rzeszów 0:1 (0:0)
Bramka: (90. +3)
Wisła: Kiełpin – Nadolski, Zembrowski, Radić, Mysona – Janus, Sielewski, Adamczyk, Hiszpański – Sekulski (78. Grudzień) – Krzywicki (64. Dziedzic).
Resovia: Pietryka – Domoń, Makowski, Kozubek, Szkolnik – Nikanowycz, Kwiek, Frankiewicz, Brągiel (81. Buczyński), Świechowski – Ciećko.
Żółte kartki: Adamczyk, Hiszpański - Kwiek, Frankiewicz
Sędziował: Jarosław Przybył (Dolnośląski ZPN)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza