sobota, 12 maja 2012

Szczęście było blisko... Vive Targi – Orlen Wisła 28:25. Poważna kontuzja Adama Wiśniewskiego

W pierwszym meczu wielkiego finału play-off PGNiG Superligi pierwszy krok do mistrzowskiego tytułu zrobiła ekipa gospodarzy. Płocczanie zasłużyli jednak na słowa uznania, bo do ostatniej sekundy walczyli o korzystny rezultat. Niestety, o porażce ekipy prowadzonej przez trenera Larsa Walthera decydowały słabsza końcówka pierwszej połowy i kilka wykluczeń w końcówce drugiej odsłony. Spotkania nie dokończyło aż trzech zawodników z Płocka. Już w czwartej minucie po ostrym starciu z Michałem Jureckim na ziemię padł – jak rażony piorunem – Adam Wiśniewski (na zdjęciu), który nie wrócił już na plac gry. Tymczasem Zbigniew Kwiatkowski i Muhamed Toromanović zostali ukarani czerwonymi kartkami z gradacji. 


Zaczęło się od nieznacznej przewagi miejscowych. Wprawdzie na bramkę Urosa Zormana szybko odpowiedział Adam Wiśniewski, ale później na listę strzelców wpisali się kolejno Michał Tomczak i Zeljko Musa. Kielczanie skorzystali przy tym z faktu, że sędziowie na dwuminutowy odpoczynek odesłali Muhameda Toromanovicia, który delikatnie podepchnął Grzegorza Tkaczyka. Tymczasem w czwartej minucie Michał Jurecki brutalnie powalił na ziemię skaczącego Adama Wiśniewskiego. Reprezentacyjny lewoskrzydłowy zdołał się wprawdzie podnieść, ale natychmiast poprosił o zmianę. Po konsultacji z lekarzem zawodów został odwieziony do szpitala z podejrzeniem uszkodzenia odcinka lędźwiowego kręgosłupa.

Strata popularnego „Gadżeta”, który jest niezwykle ważnym ogniwem w ekipie prowadzonej przez trenera Larsa Walthera, negatywnie wpłynęła na resztę zespołu, który chwilowo stracił koncepcję rozgrywania akcji ofensywnych. Kielczanie wykorzystali to natychmiast, uzyskując czterobramkową przewagę. Kiedy nafciarze wreszcie zdołali się otrząsnąć i zaczęli zdobywać kolejne bramki, w zniwelowaniu strat przeszkodził im Denis Buntić, który zdobył pięć kolejnych goli dla Vive Targów.

Dziesięć minut przed końcem pierwszej odsłony płocczanie wreszcie zdobyli bramkę kontaktową. Wydawało się więc, że mają szansę, by na przerwę zejść z rezultatem, który pozwoli im skutecznie powalczyć o końcowy sukces. Niestety, końcówka pierwszej odsłony to sześć celnych rzutów kielczan przy zaledwie dwóch Orlen Wisły. Nawet Christian Spanne, zazwyczaj niezawodny na linii siedmiu metrów, przestrzelił rzut karny.

Po zmianie stron diametralnie zmienił się również obraz gry. Miejscowi popełnili kilka prostych błędów technicznych, a perfekcyjnie kontratakująca Orlen Wisła zdobyła trzy kolejne gole, ponownie wracając do gry. Niestety, w 39. minucie po raz trzeci w tym pojedynku na ławkę kar powędrował Zbigniew Kwiatkowski, co było równoznaczne z czerwoną kartką z gradacji. Brak podstawowego środkowego poważnie zdezorganizował płocką defensywę.

Nafciarze nie zamierzali jednak rezygnować z walki o wygraną. W 42. minucie znowu mieli tylko jedno „oczko” straty. Niestety, kilka razy – mając ku temu niezłe okazje po błędach miejscowych – płocczanie nie zdołali wyrównać. W końcówce meczu ekipa Larsa Walthera starała się grać bardzo twardo w defensywie, prowokując miejscowych do strat. Udało się o tyle, że dwukrotnie proste błędy popełnił Grzegorz Tkaczyk. Niestety, gra nafciarzy chwilami była zbyt ostra i sędziowie zmuszeni byli odsyłać ich na dwie minuty „odpoczynku”. Grając w osłabieniu aż przez sześć z ostatnich dziesięciu minut Orlen Wisła straciła szansę na wygraną lub przynajmniej remis, który dałby dogrywkę.

Podopieczni trenera Larsa Walthera rozegrali najlepsze w tym sezonie spotkanie przeciwko swoim odwiecznym rywalom z Kielc. W drugiej połowie świetnie w płockiej bramce spisywał się Morten Seier. Bardzo dobrze (mimo przestrzelonego rzutu karnego) zagrał Christian Spanne. Jak zawsze waleczny był Michał Kubisztal, kilka akcji skutecznymi rzutami wykończył Nikola Eklemović. Zabrakło, niestety, kilku bramek, które zwyczajowo w każdym meczu zdobywa Adam Wiśniewski (oby jego kontuzja nie okazała się na tyle poważna, żeby wykluczyć go z niedzielnego meczu). Niestety, słabiej tym razem wypadł Bostjan Kavas, który był wyjątkowo nieskuteczny, a w dodatku w pierwszej fazie spotkania rzadko zauważał grającego na prawym skrzydle Christiana Spanne.

Niedzielny pojedynek w Hali Legionów (początek o 17.30) zapowiada się niezwykle interesująco, a jego końcowy wynik jest sprawą otwartą. Płocczanie na pewno mogą powalczyć o wygraną. Muszą jednak zagrać bardziej uważnie i twardo (ale nie brutalnie) w defensywie i skuteczniej w ataku. Muszą też znaleźć jakiś sposób na rozerwanie defensywy kielczan przy swoim ataku pozycyjnym.

Vive Targi Kielce – Orlen Wisła Płock 28:25 (16:11)
Vive Targi: Cleverly, Szmal – Tomczak 3, Jurecki 1, Tkaczyk 6, Olafsson 4, Buntić 5, Musa 2, Zorman 2, Stojković 3, Jurasik 1, Zaremba, Rosiński, Grabarczyk 1.
Orlen Wisła: Wichary, Seier – Kwiatkowski 1, Eklemović 4, Spanne 6, Wiśniewski 1, Kubisztal 5, Kavas 2, Twardo, Toromanović 2, Backstrom 2, Dobelsek, Paczkowski 1, Chrapkowski 1, Zołoteńko.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza