sobota, 8 października 2011

Porażka na własne życzenie. Cimos – Orlen Wisła 27:24

Miłe złego początki, a koniec żałosny. Tak najkrócej można podsumować postawę płockich szczypiornistów w wyjazdowym meczu drugiej kolejki Velux Ligi Mistrzów. W słoweńskim mieście Koper trener Lars Walther nie mógł skorzystać z czterech graczy: Adama Twardo, Michała Zołoteńki, Luki Dobelseka i Vukasina Rajkovicia. Stwierdzenie, że to właśnie brak tych zawodników sprawił, że nafciarze wracają ze Słowenii bez jakiejkolwiek zdobyczy punktowej byłoby jednak bardzo poważnym nadużyciem. Trener gospodarzy sobotniego pojedynku również nie mógł skorzystać ze wszystkich swoich zawodników. Katem płockiego zespołu okazał się największy gwiazdor Cimosu Milorad Krivokapić, który zdobył aż dziesięć bramek.



Pierwsze dziesięć minut meczu układało się według schematu bramka za bramkę. Na każdą zdobycz gospodarzy stosunkowo szybko odpowiadali gracze z Płocka. A kiedy nafciarzom udało się kilka razy przyblokować graczy Cimosu, skutkowało to zdobyciem pięciu kolejnych goli. Przy stanie 7:10 wydawało się, że podopieczni trenera Larsa Walthera powinni zachować zimną krew i dowieźć prowadzenie do końca pierwszej części gry.

Miejscowi stosunkowo często gubili piłkę, dając płocczanom okazje do wyprowadzania kolejnych kontrataków. Niestety, element gry, który zazwyczaj daje tak wiele zdobyczy bramowych, tym razem funkcjonował w płockim zespole wyjątkowo kiepsko. Dzięki temu gospodarze dość szybko zdołali doprowadzić do remisu, a dziesięć ostatnich minut pierwszej odsłony ponownie toczyło się bramka za bramkę. Niestety, ostatnie słowo należało do miejscowych, którzy nieznacznie wygrali pierwszą połowę.

Po zmianie stron wystarczyło dwanaście minut, aby Cimos wypracował sobie pięciobramkową przewagę, którą utrzymywał bardzo długo. Kiedy w końcówce Orlen Wisła zerwała się do odrabiania strat, wśród płockich kibiców – i tych, którzy wybrali się do Słowenii, i tych, którzy oglądali mecz przed telewizorami, serca zabiły w przyspieszonym rytmie. Każdy wierzył bowiem, że uda się powtórzyć scenariusz meczu z HCM Constanta. Po kilku udanych akcjach, w tym szybkiej kontrze Joakima Backstroma (na zdjęciu), przy stanie 28:26 w 58. minucie wydawało się, że to naprawdę jest możliwe. Niestety, w jednej z kluczowych akcji Michał Kubisztal rzucił prosto w Gorazda Skofa. Zamiast do ostatnich sekund meczu walczyć przynajmniej o remis nafciarze tuż przed końcową syreną patrzyli, jak trzydziestego gola dla swojego zespołu zdobywa Jure Dobelsek.

Bohaterem ekipy gospodarzy okazał się Milorad Krivokapić. Leworęczny prawy rozgrywający Cimosu zdobył dziesięć bramek, grając z nieprawdopodobną skutecznością. Błąd popełnił praktycznie tylko raz, przy ostatnim z wykonywanych przez siebie rzutów karnych. Wiele piłek obronił Gorazd Skof, którego na bohatera wykreowali raczej gracze z Płocka, wielokrotnie rzucając prosto w niego.

Spotkanie w Koprze pokazało, jak ważnymi graczami dla Orlen Wisły są Michał Kubisztal i Bostjan Kawas. Obaj zagrali tym razem nieco słabiej niż dotychczas i natychmiast odbiło się to na postawie całego zespołu. Pozostaje więc tylko mieć nadzieję, że zarówno „Kubeł” jak i „Bos” już w najbliższym czasie udowodnią, że był to tylko chwilowy spadek formy i poprowadzą płocki zespół do kolejnych zwycięstw. Zarówno w PGNiG Superlidze jak i w Lidze Mistrzów.

Cimos Koper – Orlen Wisła Płock 27:24 (14:13)
Cimos:
Skof – Bombać 2, Krivokapić 10, Skube 1, Konećnik 1, Rapotec, Bundalo 2, Osmajić 1, Mlakar, J. Dobelsek 5, Brumen 4, Bogunović 1.
Orlen Wisła: Seier, Wichary – Kwiatkowski, Eklemović 2, Spanne 4, Wiśniewski 2, Kubisztal 2, Kawas 3, Toromanović 5, Chrapkowski 3, Miszka 1, Backstrom 2.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza