niedziela, 24 marca 2013

Wielka, niewykorzystana szansa. Team Tvis – Orlen Wisła 27:26


Gdy w sobotę Elverum Handball Herrer ograło u siebie Maribor Branik, stało się jasne, że drzwi do Europy otworzyły się przed Orlen Wisła bardzo szeroko. Wystarczyło „tylko” pokonać na wyjeździe zespół z Danii, aby awansować do kolejnej fazy rozgrywek Ligi Europejskiej EHF. Niestety, okazało się, że nafciarzom zabrakło pomysłu na rozmontowanie defensywy rywala, która w meczu z Orlen Wisłą wcale nie stanowiła monolitu. 

Obie drużyny rozpoczęły mecz bardzo nerwowo. Jako pierwsi opanowali się miejscowi, przez co nafciarze bardzo długo musieli występować w roli zespołu goniącego wynik. Kilka razy zdarzyło się, że przy remisie podopieczni trenera Larsa Walthera przechwytywali piłkę i mieli szansę na objęcie prowadzenia. Niestety, nie potrafili tego wykorzystać. Kiepsko wychodziła im również gra w przewadze. Kiedy jeden z Duńczyków wędrował na ławkę kar, pozostali jego partnerzy doskonale radzili sobie zarówno nie tylko z defensywą, ale i ze zdobywaniem bramek.

Niestety, nie dało się tego powiedzieć o płocczanach. Kara dla Adama Twardo okazała się równoznaczna z pierwszymi konkretnymi stratami nafciarzy. Miejscowi zdobyli cztery gole, tracąc jednego i wydawało się, że przejęli pełną kontrolę nad przebiegiem zdarzeń na boisku. Płocczanie potrafili jednak przełamać swoją niemoc. Ferenc Ilyes, który został przestawiony z defensywy do ataku, kilka razy mocno dał się we znaki obrońcom z Danii. Końcówka pierwszej połowy to sześć goli Orlen Wisły i tylko jeden Team Tvis Holstebro.

Pierwsza połowa skończyła się wprawdzie jednobramkowym prowadzeniem Orlen Wisły, ale gospodarze błyskawicznie doprowadzili do wyrównania, a w 34. minucie to oni objęli prowadzenie. Wprawdzie płocczanie jeszcze kilka razy zdołali doprowadzić do wyrównania, gra toczyła się jednak pod dyktando miejscowych. To oni mieli zdecydowanie więcej pomysłów na prowadzenie gry, dostosowując je idealnie do sytuacji na boisku. Dzięki temu znowu udało im się odskoczyć na trzy oczka.

A najlepszym rozwiązaniem dla miejscowych było granie przez końcowe cztery minuty w przewadze jednego gracza. Zapewnili to Duńczykom Muhamed Toromanović i Nikola Eklemović. To właśnie ci dwaj niezwykle doświadczeni zawodnicy nie wytrzymali nerwowego napięcia, osłabiając swój zespół w kluczowym momencie meczu. Co najgorsze, stało się to w chwili, gdy płocczanie niemal odrobili swoje straty i byli bliscy doprowadzenia do remisu, który przy odrobinie szczęścia mógł się dla nich okazać równoznaczny z awansem z drugiego miejsca.

Niestety, poza Michałem Kubisztalem trudno byłoby znaleźć zawodnika, który przez pełne 60 minut grał na równym, wysokim poziomie. Marin Sego miał kilka niezłych interwencji, ale zabrakło mu solidnego wsparcia defensywy, aby jego skuteczność była jeszcze wyższa. Atak płocczan też, niestety, nie funkcjonował tak jak powinien. I to wszystko złożyło się na minimalną, chociaż w pełni zasłużoną porażkę.

Team Tvis Holstebro – Wisła Płock 27:26 (12:13)
Team Tvis: Peterssen, Lind – Christianssen 8, Thoustrup 1, Thomsen 1, M. Nielsen 4, Larssen 3, Hansen 3, Bramming 5, A. Nielsen 2.
Orlen Wisła: Sego, Wichary – Eklemović 2, Kubisztal 9, Ghionea 3, Twardo, Syprzak 1, Paczkowski 2, Nikcević, Ilyes 2, Kavas 2, Toromanović 2, Wiśniewski 3, Spanne.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza