sobota, 2 marca 2013

Kryzys nafciarzy trwa. Vive Targi – Orlen Wisła 29:22



Co optymistycznego można powiedzieć po meczu nafciarzy w Kielcach? Chyba tylko to, że gorzej grać już nie można. A to oznacza, że teraz z każdym meczem powinno być lepiej. Czy na tyle dobrze, że uda się wyjść z grupy w Lidze Europejskiej EHF? I ograć kielczan w wielkim finale fazy play-off? Tego nikt w tej chwili nie jest w stanie powiedzieć. Na razie można być pewnym tylko jednego – trener Lars Walther ma bardzo poważny ból głowy. Duński szkoleniowiec nafciarzy musi odbudować nie tylko formę swojego zespołu, która jak kamfora ulotniła się po przerwie na mistrzostwa świata. Musi też solidnie popracować nad ich psychiką. W Kielcach widać było wyraźnie, że nafciarze mają problemy głównie w sferze mentalnej. 

Niewielkim dla nich tłumaczeniem może być fakt, że mecz rozpoczął się niemal dziesięć później niż planowano. Polsat Sport przed hitowym meczem w Kielcach transmitował europejskie puchary w siatkówce. Okazało się, że po pięciosetowym boju trzeba było rozegrać jeszcze „złotego seta”, aby wyłonić ekipę awansującą do kolejnej rundy.

Na pewno długie oczekiwanie na pierwszy gwizdek mógł nieco osłabić koncentrację. Ale przecież dotyczyło to w równym stopniu obu zespołów. Widać to zresztą było po pierwszych minutach, w których i kielczanie, i gracze z Płocka zagrali dużo poniżej oczekiwań. Gospodarze zdołali jednak w miarę szybko dojść do siebie i odskoczyć nafciarzom na kilka oczek.

Kielczanie grali swoje, wybijając przy tym Wisłę z rytmu. Paweł Paczkowski, który w środę był jednym z bohaterów meczu z Powenem Zabrze, tym razem nie radził sobie z niezwykle agresywną defensywą Vive Targów. Niewiele mógł zdziałać również Michał Kubisztal. Szarpiący na środku rozegrania Nikola Eklemović zdobył cztery bramki, co dla niego jest całkiem przyzwoitym wynikiem. Niestety, jeden dobrze dysponowany gracz drugiej linii to stanowczo za mało, aby pokonać aktualnego mistrza Polski, zespół, który wygrał swoją grupę Velux Ligi Mistrzów z kompletem punktów. Nawet jeśli ma mocne wsparcie na skrzydłach. Adam Wiśniewski i Valentin Ghionea zdobyli łącznie 15 z 22 bramek. Oczywiście, można ich pochwalić za doskonałą skuteczność (a Valentina również za zimną krew przy rzutach karnych), ale to wciąż za mało na ogranie Kielc.

Trener Lars Walther musi solidnie zastanowić się nad tym, jak doprowadzić do odrodzenia zespołu i wydostania go z czarnej dziury. Dla nikogo nie jest bowiem tajemnicą, że nafciarze grają zdecydowanie powyżej swoich możliwości. Im szybciej wrócą do tego, co prezentowali w pierwszej części sezonu, tym lepiej. Na pewno bowiem wszystko można jeszcze uratować. Najpierw jednak trzeba zacząć wygrywać. W PGNiG Superlidze i w Lidze Europejskiej EHF. Chociaż niemal na sto procent można powiedzieć, że w meczach decydujących o złocie Kielce będą miały przewagę własnego boiska, jednak nie znaczy to, że nie będzie można ich pokonać. Udało się to dwa lata temu, więc może i teraz. Wszak historia lubi się powtarzać (przynajmniej czasami).

Vive Targi Kielce – Orlen Wisła Płock 29:22 (16:9)
Vive Targi: Losert, Szmal – Jurecki 3, Olaffson 1, Bielecki 4, Jachlewski 5, Lijewski 2, Mussa 3, Zorman 1, Stojković 4, Grabarczyk, Tkaczyk 2, Buntić 3, Tomczak 1
Orlen Wisła: Sego, Wichary – Eklemović 4, Wiśniewski 5, Kubisztal 1, Ghionea 10, Twardo, Toromanović 1, Paczkowski 1, Ilyes, Kavas, Syprzak, Chrapkowski

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza