czwartek, 6 grudnia 2012

Wisła 96 bezlitosna dla rywali



Piłkarze ręczni SKF Wisła Płock z rocznika 1996 bardzo efektownie zainaugurowali drugą rundę rozgrywek Mazowieckiej Ligi Juniorów. Podopieczni trenerów Olgierda Sęka i Przemysława Zielińskiego rozbili Agrykolę Warszawa 34:17, potwierdzając tym samym, że przedsezonowe deklaracje dotyczące walki o medale Mistrzostw Polski w tej kategorii wiekowej nie są słowami rzucanymi na wiatr. 

Wisła 96 w meczu z byłymi mistrzami Polski rocznika 1996 nie mogła wystąpić w optymalnym zestawieniu. Bramkarz Łukasz Kujawa i kołowy Damian Malara zmagają się z kontuzjami kręgosłupa. Drobnego urazu stopy doznał niedawno kołowy Michał Wilamowski, który jednak pojawił się na boisku.

Trenerzy Olgierd Sęk i Przemysław Zieliński solidnie przepracowali ze swoimi podopiecznymi przerwę w rozgrywkach. Zdawali sobie jednak sprawę, że Agrykola nie będzie łatwym przeciwnikiem. W Warszawie płocczanie wygrali 28:17, można się więc było spodziewać, że stołeczna ekipa zechce wziąć rewanż za tamtą porażkę.

Zaczęło się jednak idealnie dla młodych nafciarzy, którzy już po trzech minutach prowadzili 3:0. Dopiero w piątej minucie pierwszego gola dla przyjezdnych zdobył najskuteczniejszy w ich szeregach Dawid Smółka (w całym meczu rzucił aż dziewięć bramek). Miejscowi szybko odpowiedzieli jednak dwoma celnymi rzutami. Podobnie było po drugiej bramce dla Agrykoli.

W całej pierwszej połowie gościom tylko raz udało się zdobyć dwa gole z rzędu (oczywiście, oba trafienia na swoim koncie zapisał Dawid Smółka). Płocczanom udawało się to zdecydowanie częściej. Przewaga Wisły rosła więc dość szybko. Po 30 minutach gry sięgnęła już siedmiu oczek.

Po zmianie stron nastąpił ostry szturm ekipy trenerów Olgierda Sęka i Przemysława Zielińskiego. W ciągu dwunastu minut płocczanie zdobyli dziewięć bramek, tracąc przy tym tylko jedną. W tym  momencie losy spotkania były już praktycznie rozstrzygnięte. Odrobienie piętnastobramkowej straty w ciągu 17 minut graniczyłoby bowiem z cudem.

Warszawianie zdawali sobie sprawę, że wyjadą z Płocka z zerowym dorobkiem punktowym, a jedyne co im pozostało, to walka, aby nie przegrać różnicą większą niż 20 goli. W drugiej połowie zdołali trafić do siatki jedynie osiem razy, co nie jest zbyt wielkim osiągnięciem. Sami zaś stracili 18 bramek.

Najwięcej bramek dla Wisły zdobył Jakub Moryń, który siedmiokrotnie wpisywał się na listę strzelców. Godne uwagi są jednak osiągnięcia. Wiktora Bronowskiego i Konrada Halińskiego. Obaj zdobyli po pięć bramek, ale obaj oddali zaledwie po pięć rzutów. Mieli więc stuprocentową skuteczność.

Nieco słabiej niż nas do tego przyzwyczaił spisał się w bramce Marcin Ruciński. Na słowa uznania zasłużył jednak drugi z płockich golkiperów Jakub Pietrzak, który mógł się pochwalić 66-procentową skutecznością

Wisła Płock – Agrykola Warszawa 34:17 (16:9)
Wisła: Ruciński, Pietrzak – Ignasiak 2, Wilamowski 4, Skubiński 4, Bronowski 5, Gawski 2, Moryń 7, K. Kajak 1, Haliński 5, Karolak 2, Orłowski 1, M. Kajak, Olejniczak, Sowul 1.
Agrykola: Parszewski, Dąbrowski – Chyłek, Smółka 9, Faliszewski 1, Flemercyn, Wudarski, Bochenek 1, Szydłowski 1, Kacperski 1, Pawlik 1, Dąbrowski, Narożniak 1, Witkowski 2, Czerwiński.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza