sobota, 24 listopada 2012

Kiepski początek, planowe zakończenie. Orlen Wisła – Sungul 37:23

MECZ W OBIEKTYWIE  J. STANKOWSKIEGO
Chociaż w pierwszym meczu trzeciej rundy eliminacji EHF Ligi Europy płoccy piłkarze ręczni Orlen Wisły pokonali swoich rosyjskich przeciwników różnicą czternastu bramek, o początku meczu będą chcieli jak najszybciej zapomnieć. Po dwóch minutach Sungul prowadził 3:0. Na szczęście ekipa prowadzona przez trenera Larsa Walthera szybko uporządkowała szyki defensywne i zaczęła dyktować warunki. - Nieczęsto zdarza nam się rozgrywać mecze, które rozpoczynają się o 20.00. Dlatego wyszliśmy na boisko trochę śnięci – tłumaczył kilka minut po końcowej syrenie Michał Kubisztal. 
Bohaterem pierwszej połowy w ekipie gości był Aleksiej Morozow, który zdobył sześć z pierwszych dziewięciu bramek Sungulu. W dużej mierze to dzięki niemu Rosjanie po dwóch minutach prowadzili 3:0. Masywny zawodnik przyjezdnych w sobie tylko wiadomy sposób radził sobie z płocką defensywą, która miała wielkie problemy z odcięciem go od podań. Sytuacja uległa jednak zmianie, kiedy na placu gry pojawił się Michał Zołoteńko. – Tym razem muszę przyznać, że mam trochę zastrzeżeń do gry obronnej mojego zespołu. Długo mieliśmy problemy z piłkami dogrywanymi na koło – przyznał na pomeczowej konferencji prasowej trener Orlen Wisły Lars Walther. – Na szczęście naszą defensywę zdołał uporządkować Michał Zołoteńko, który zasłużył na słowa uznania za swoją postawę. Złoty wykorzystał swoją szansę.

„Złoty”okazał się jednym z ojców wysokiej wygranej płockiego zespołu, chociaż nie zapisał na swoim koncie żadnego trafienia. Praca wykonana przez niego w defensywie jest jednak nie do przecenienia. Od jego pojawienia się na placu gry goście nie zdobyli z koła żadnej bramki. – Myślę, że mogę być w miarę zadowolony  z tego, co zaprezentowałem w spotkaniu z Rosjanami – przyznał po meczu Michał Zołoteńko.

Tradycyjnie już swoją cegiełkę do wysokiej wygranej nafciarzy dorzucił Marin Sego. Później jednak bronił coraz lepiej, a w drugiej połowie wpadł niemal w trans, skutecznie zniechęcając przeciwników do oddawania rzutów. Rosjanie przez dziesięć minut nie zdobyli żadnego gola, tracąc w tym czasie aż dziewięć. Trudno się jednak temu dziwić, skoro większość akcji rozgrywali w poprzek boiska, co prowadziło albo do błędów technicznych albo do przechwytów, po których nafciarze w tempie ekspresu ruszali do kolejnych kontrataków.

O bezpieczeństwo z tyłu dbali głównie Michał Zołoteńko i Marin Sego, natomiast główną odpowiedzialność za zdobywanie goli wzięli na siebie Michał Kubisztal, Valentin Ghionea, Petar Nenadić i Adam Wiśniewski. Na szczególną uwagę zasługuje dorobek „Kubła”, który zdobył aż dziewięć bramek, chociaż pojawił się na boisku dopiero w dwudziestej minucie.

Gdyby nafciarze do końca meczu grali z pełnym zaangażowaniem, mogli wygrać nawet dwudziestoma bramkami. Różnica czternastu oczek na korzyść płocczan i tak jednak stawia ich w roli zdecydowanych faworytów przez rewanżem w Śnieżyńsku.

Orlen Wisła Płock – Sungul Śnieżyńsk 37:23 (15:10)
Orlen Wisła: Sego – Eklemović, Wiśniewski 7, Kavas 1, Ghionea 8, Twardo, Toromanović 2, Nenadić 7, Ilyes 1, Kubisztal 9, Paczkowski 2, Zołoteńko.
Sungul: Sukosjan, Rudnicki – Kapustin 1, Siedow 2, Uszakow 7, Iwanow 1, Petrajtis, Demakow 1, Petrow 1, Morozow 6, Celiszew 2, Łomow 1, Pawieliew, Wołodin 1, Gołubiew.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza