środa, 31 października 2012

Wymarzone debiuty. Polska – Holandia 33:22

Po raz pierwszy w swojej karierze reprezentację Polski w piłce ręcznej mężczyzn poprowadził jej nowy trener Michael Biegler. Biało-czerwoni zmierzyli się z Holandią w Orlen Arenie, która jeszcze nigdy nie była areną zmagań reprezentacji polskich szczypiornistów. Polacy wygrali różnicą jedenastu bramek, chociaż gdyby nie rozluźnienie w końcówce, rozmiary wygranej mogły być jeszcze bardziej wymowne. Selekcjoner nie ukrywał, że był pod wrażeniem atmosfery panującej w hali. – Kibice stworzyli fantastyczną atmosferę, która poniosła moich graczy do walki. Cieszę się, że mogliśmy zaprezentować się przy tak fantastycznie reagującej publiczności – mówił na pomeczowej konferencji prasowej trener reprezentacji Polski Michael Biegler. Wtórował mu również trener gości. – To bardzo cenne doświadczenie zagrać trudny mecz przy takiej publiczności – mówił Bert Bouwer, szkoleniowiec Oranje.
W wyjściowym składzie trener Michael Biegler desygnował Sławomira Szmala, Roberta Orzechowskiego, Krzysztofa Lijewskiego, Michała Jureckiego, Tomasza Rosińskiego, Adama Wiśniewskiego oraz Bartosza Jureckiego. Kibice, którzy w stu procentach zapełnili Orlen Arenę, zastanawiali się, który z biało-czerwonych jako pierwszy wpisze się na listę strzelców. Tymczasem rzut Bartosza Jureckiego z koła odbił bramkarz gości Dennis Schellenkens, Krzysztof Lijewski trafił w poprzeczkę, Tomasz Rosiński w słupek, a Robert Orzechowski w brzuch bramkarza. W tym samym czasie sposób na pokonanie Sławomira Szmala znaleźli Jasper Adams i Iso Sluijters.

Dopiero w czwartej minucie bramkowe konto biało-czerwonych otworzył Bartosz Jurecki. Goście usiłowali jeszcze walczyć, zdobywając trzeciego gola, ale jak się później okazało, to był już ich ostatni powód do radości. Najpierw rzut karny wykorzystał Robert Orzechowski, wyrównał Michał Jurecki, a później z lewego skrzydła dwukrotnie trafił Adam Wiśniewski. I od tego czasu wszystko zaczęło układać się po myśli gospodarzy.

Kibice każdą udaną akcję biało-czerwonych kwitowali wybuchami radości. Wbrew obawom byłego trenera reprezentacji Bogdana Wenty w płockiej arenie nie liczyła się przynależność klubowa, ale gra dla reprezentacji. Dlatego na brawa po zdobywanych golach mogli liczyć nie tylko nafciarze, ale również Tomasz Rosiński czy Michał Jurecki. A gdy kilkoma świetnymi interwencjami popisał się Sławomir Szmal, na trybunach dało się słyszeć „Kasa, Kasa, Kasa”.

Po kiepskich pierwszych minutach biało-czerwoni na tyle mocno wzięli się w garść, że Holendrzy pierwszy kwadrans zakończyli ze skromnym, pięciobramkowym dorobkiem. A przez pierwsze 30 minut zdobyli raptem osiem goli. Polacy zaś dwa razy tyle. Wśród zdobywców goli znalazł się nie tylko Adam Wiśniewski, ale również Michał Kubisztal. Na boisku pojawił się również Paweł Paczkowski, ale on akurat nie zdołał dojść do żadnej pozycji rzutowej.

Po zmianie stron „Gadżet” spokojnie patrzył, jak radzi sobie jego zmiennik Przemysław Krajewski. A 25-latek z Azotów Puławy zagrał absolutnie bez kompleksów, chociaż był to jego pierwszy mecz z orzełkiem na piersi. – Cieszę się, że dostałem szansę na reprezentacyjny debiut – powiedział po końcowym gwizdku zdobywca trzech goli dla reprezentacji Polski. – Nie chcę oceniać, czy wypadłem dobrze czy źle. To rola trenera. Od siebie powiem tylko, że zrobię wszystko, aby zostać w tej kadrze na dłużej.

W 49. minucie Polacy prowadzili już piętnastoma bramkami. Wydawało się więc, że może dojść do prawdziwego pogromu pomarańczowych. Niestety, ekipa trenera Michaela Bieglera w pewnym momencie za bardzo się rozluźniła. Marcin Wichary, który pojawił się w polskiej bramce, miał spore problemy, bo defensywa nie była już tak szczelna jak wcześniej. Dzięki temu Holendrzy bezkarnie rzucali z drugiej linii, zmniejszając mocno dla siebie niekorzystną różnicę bramkową. O skali zdenerwowania trenera Michaela Bieglera może świadczyć fakt, że poprosił o przerwę w grze dwa razy w ciągu niespełna pięciu minut.

Przewaga Polaków była, oczywiście, zbyt duża, aby zupełnie ją roztrwonić. Ale z 15 bramek różnicy tuż przed ostatnią syreną zrobiło się zaledwie 11 oczek. I trzeba przyznać, że ten wynik nie do końca oddaje różnicę klas, która dzieliła oba zespoły.

Już w niedzielę 4 listopada biało-czerwonych czeka dużo poważniejsze zadanie. Ekipa prowadzona przez trenera Michaela Bieglera zagra w Zaporożu z Ukrainą. – To spotkanie może mieć kluczowe znaczenie dla układu sił w naszej grupie – przyznał rozgrywający Orlen Wisły i reprezentacji Polski Michał Kubisztal. – Nie ma się jednak co zastanawiać nad kolejnym rywalem Trzeba po prostu pojechać na Ukrainę i wygrać.

Trener Michael Biegler na Ukrainie będzie miał do dyspozycji tych samych 16 zawodników, którzy zagrali z Oranje. Wśród nich czterech nafciarzy: Marcina Wicharego, który w końcówce meczu zaliczył kilka świetnych interwencji, chociaż defensywa niespecjalnie mu pomagała, Adama Wiśniewskiego, zdobywcę trzech bramek oraz Michała Kubisztala i Pawła Paczkowskiego, którzy zdobyli po jednym golu. Niestety, zabraknie na wyjeździe 5,5 tysięcznej publiczności, która pokazała się z jak najlepszej strony, udowadniając, że Płock w pełni zasługuje na organizację kolejnych meczów reprezentacji Polski

Polska – Holandia 33:22 (16:8)
Polska: Szmal, Wichary – Lijewski 3, Wiśniewski 3, M. Jurecki 5, B. Jurecki 3, Grabarczyk, Rosiński 4, Orzechowski 4, Jaszka 3, Kubisztal 1, Paczkowski 1, Krajewski 3, Bartczak 3, Jurkiewicz, Jankowski.
Holandia: Schellenkens, Hoiting – Schagen 1, Miedema 2, Vink, Leenders 1, Sluijters 3, Remer 1, Adams 4, Snijders 1, Verjans 1, De Kuijper, Haenen 6, Smits 1, Van Schie 1, Boomhouwer.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza