sobota, 8 września 2012

Stracili punkty i napastnika. Wisła – Pelikan 1:2

Ta porażka jest dla mnie szczególnie przykra, bo po dwóch poprzednich meczach wydawało się już, że wreszcie złapaliśmy właściwy rytm i wchodzimy na właściwe tory. Niestety, zdarzył nam się zimny prysznic, po którym musimy od nowa pracować nad tym, aby odzyskać wzajemne zaufanie – mówił trener Wisły Marcin Kaczmarek na konferencji prasowej po przegranym 1:2 meczu z Pelikanem Łowicz. Wisła w meczu z lokalnym rywalem straciła nie tylko trzy punkty, ale i jednego ze swoich liderów. W drugiej połowie na placu gry nie pojawił się już rutynowany napastnik Janusz Dziedzic. Okazało się, że nabawił się poważnej kontuzji. – Straciliśmy Janusza Dziedzica, któremu wypadł bark. Na razie nie wiadomo, czy jest on złamany, czy tylko wywichnięty – przyznał trener Marcin Kaczmarek. – Rozmawiałem już z klubowym lekarzem. Wiem, że w wersji optymistycznej przerwa Janusza w grze potrwa cztery tygodnie, a w pesymistycznej nawet pół roku. 



Zaczęło się od poważnego ostrzeżenia ze strony gości. Już w piątej minucie Karol Kopeć wbiegł za plecy płockich obrońców i w polu karnym składał się do strzału. Na szczęście odważne wyjście Seweryna Kiełpina zapobiegło nieszczęściu.

Kiedy kończył się pierwszy kwadrans meczu, zakotłowało się w polu karnym Pelikana. Najpierw Janusz Dziedzic dostał idealną piłkę od Mosarta Alvesa, ale kiedy składał się do strzału, zablokował go jeden z łowickich obrońców. Po rzucie rożnym piłka trafiła do Łukasza Sekulskiego. Jego strzał odbił przed siebie Mariusz Różalski. Niestety, z nieoczekiwanego prezentu nie był w stanie skorzystać Bartłomiej Sielewski, który tak długo składał się do strzału, że w końcu bramkarz gości zdołał wyłuskać piłkę. Sielewski w 25. minucie popisał się efektownym strzałem z dystansu z prawie 30 metrów, ale i tym razem bramkarz przyjezdnych był na miejscu.

W końcu nadeszła 41. minuta. Tuż przed linią pola karnego piłka trafiła do Łukasza Sekulskiego, który odwrócił się w stronę bramki i uderzył płasko tuż przy słupku. Tym razem na tyle precyzyjnie, że Mariusz Różalski nie miał szans na skuteczną interwencję.

Przez pierwsze 45 minut nafciarze nie grali może porywająco, ale na pewno poprawnie. Na pewno patrząc na poczynania zawodników Wisły można było powiedzieć, że bliżej im do tego, co pokazali w meczu z Concordią Elbląg niż do tego, co prezentowali w spotkaniu ze Zniczem Pruszków. – Pierwsza połowa była w naszym wykonaniu była bardzo dobra. Niestety, nie wykorzystaliśmy kilku doskonałych sytuacji podbramkowych. Wydawało się jednak, że mecz jest pod naszą kontrolą – mówił trener Marcin Kaczmarek. – W przerwie powiedzieliśmy sobie, co trzeba zrobić, aby grać tak dalej. Niestety, okazało się, że od słów do czynów droga jest daleka. Druga część spotkania w naszym wykonaniu była kompletnie nieudana.

Po przerwie na boisku nie pojawił się już Janusz Dziedzic. Jak się później okazało, nie była to zmiana wynikająca ze zmęczenia płockiego napastnika, ale z poważnej kontuzji, która wyklucza go z gry co najmniej na miesiąc. Najbardziej pesymistyczne prognozy mówią o tym, że rutynowany zawodnik może nie pojawić się już na boisku w rundzie jesiennej.

Druga część gry zaczęła się niemal dokładnie tak samo jak pierwsza, czyli od sytuacji stworzonej przez Pelikana. Tym razem Seweryn Kiełpin nie dał się zaskoczyć Kamilowi Jackiewiczowi. Niestety, to co działo się później, nie miało już wiele wspólnego z pierwszą połową.

Goście atakowali coraz śmielej i coraz częściej. A najbardziej zmotywowani w szeregach Pelikana byli Maciej Wyszogrodzki i Mariusz Solecki, którzy jeszcze zupełnie niedawno byli zawodnikami Wisły. W 71. minucie Maciej Wyszogrodzki znalazł się w wymarzonej sytuacji tuż przed płocką bramką. I chyba tylko on wie, dlaczego strzelił tak, że piłka wylądowała na siatce, a nie w niej.

To, co nie udało się jednemu z byłych wiślaków, powiodło się drugiemu. Dwie minuty później po kolejnej centrze piłka trafiła pod nogi Mariusza Soleckiego, któremu pozostało ustawić się dobrze do strzału i posłać futbolówkę w długi róg bramki.

Chwilę później w miejsce Łukasza Sekulskiego zameldował się Marcin Krzywicki i gra gospodarzy stała się czytelna aż do bólu. Niemal wszystkie piłki kierowane były przez płocczan górą w stronę rosłego napastnika. Były gracz Cracovii dwukrotnie był bardzo blisko zdobycia gola. Ale nie po strzałach głową, ale po efektownych uderzeniach z woleja. Raz jednak jego strzał obronił sobie tylko wiadomym sposobem Mariusz Różalski, a później piłka trafiła w poprzeczkę.

Kiedy kibice zastanawiali się, ile jeszcze piłek będzie musiało dojść do Marcina Krzywickiego, aby wreszcie wykorzystał on jedną z okazji, nastąpił nokautujący cios gości. Patryk Pomianowski z daleka zagrał na płockie pole karne. Naciskany przez Kamila Jackiewicza Seweryn Kiełpin nie zdołał sięgnąć piłki, która wylądowała w bramce. – Drugi gol stracony przez nas to było kompletne kuriozum. Nie może być tak, że z jakiegoś przypadkowego wstrzelenia piłki w nasze karne wpada bramka – tak ocenił tę sytuację trener Marcin Kaczmarek.

Chociaż mec trwał jeszcze dziesięć minut (sędzia przedłużył spotkanie o cztery minuty), płocczanie oszołomieni takim obrotem sprawy nie byli w stanie doprowadzić przynajmniej do wyrównania. A trener gości po zakończeniu spotkania nie ukrywał swojej radości. – Bardzo cieszymy się z tej wygranej. W pierwszej połowie nie mogliśmy uchwycić właściwego rytmu gry i byliśmy zawsze o jedno tempo spóźnieni – mówił na pomeczowej konferencji prasowej trener Pelikana Grzegorz Wesołowski. – Po przerwie wszystko wyglądało już tak, jak sobie to zakładaliśmy. Po serii remisów wreszcie udało nam się wygrać. Dzięki temu wciąż pozostajemy niepokonani.

Gdyby Wisła ograła Pelikana, miałaby dziesięć punktów i znajdowała się między trzecim a siódmym miejscem. Niestety, strata trzech punktów kosztowała płocczan spadek na czternastą pozycję. Tymczasem w następnej kolejce czeka nafciarzy wyjazd do Rzeszowa na mecz z tamtejszą Stalą. Jedyną pociechą dla ekipy Wisły może być fakt, że chociaż rzeszowianie zdobyli punkt więcej niż zespół z Płocka, na swoim boisku nie wygrali jeszcze żadnego meczu.

Wisła Płock - Pelikan Łowicz 1:2 (1:0)
Bramki: Sekulski (41.) dla Wisły oraz Solecki (73.) i Pomianowski (83.) dla Pelikana
Wisła: Kiełpin - Nadolski, Radić, Zembrowski, Hiszpański - Janus, Góralski, Sielewski, Mosart (67. Mitura) - Dziedzic (46. Grudzień) - Sekulski.
Pelikan: Różalski - Kowalczyk, Dremluk, Brodecki, Adamczyk (46. Jackiewicz) - Wyszogrodzki (90. Domińczak), Łakomy, Pomianowski (90. Mycka), Ceglarz - Solecki, Kopeć (66. Maksymow)
Żółte kartki: Krzywicki (Wisła) oraz Kowalczyk i Pomianowski (Pelikan).

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza