sobota, 8 września 2012

Czas na plan B. HSV – Orlen Wisła 28:26



Szczęście było bardzo blisko. Niestety, piłkarzom ręcznym nie udało się pokonać HSV Hamburg i awansować do finału turnieju o dziką kartę Velux Ligi Mistrzów. Zgodnie z tym, co mówił przed wylotem do St. Raphael trener Lars Walther – należy teraz wdrożyć w życie plan rezerwowy. A to oznacza wygranie meczu o trzecie miejsce i walkę o jak najwyższe miejsce, czyli awans do Final Four w rozgrywkach Ligi Europy - Pucharze EHF. Aby w eliminacjach Ligi Europy grać od trzeciej rundy, należy zająć trzecie miejsce w turnieju o dziką kartę LM. A to oznacza konieczność ogrania Cimosu Koper, z którym w ubiegłym sezonie Orlen Wisła dwukrotnie spotykała się w fazie grupowej Velux Ligi Mistrzów. Płocczanie przegrali na wyjeździe, a u siebie musieli zadowolić się remisem. Mecz Orlen Wisła Płock – Cimos Koper rozpocznie się w niedzielę o 16.00.

Płocczanie spotkanie z HSV Hamburg rozpoczęli w takim samym ustawieniu jak ligowy pojedynek z MMTS-em Kwidzyn. I podobnie, jak tydzień temu rozpoczęli od bramki zdobytej z rzutu karnego przez Petara Nenadicia. Niestety, na tym analogie między obydwoma pojedynkami się kończą. Chociaż trener Lars Waltrer zapowiadał, że zna sposób na sforsowanie defensywy hamburczyków, okazało się, że różnica między teorią a praktyką bywa czasami bardzo duża.

O tym, że Niemcy mieli poważne problemy ze zdobywaniem bramek może świadczyć fakt, że ich najlepszym strzelcem był Hans Lindberg, który trafiał wyłącznie z rzutów karnych. Niestety, o ile gra ofensywna Hamburga była daleka od ideału, to w defensywie HSV radziło sobie bardzo dobrze. Trener Martin Schwalb doskonale odrobił zadanie domowe, dzięki czemu wiedział, jak wielkim niebezpieczeństwem mogą być dla jego podopiecznych świetnie rozgrywający Nikola Eklemović oraz Petar Nenadić, który nie dość, że umie zaskoczyć nieszablonowymi rzutami, to na dodatek popisuje się efektownymi asystami. Niestety, obaj płoccy rozgrywający zostali skutecznie odcięci od podań, co zmusiło nafciarzy do szukania okazji bramkowych przede wszystkim na skrzydłach. Na szczęście swój najlepszy mecz w barwach Orlen Wisły zagrał Valentin Ghionea i to głównie dzięki niemu nafciarze praktycznie do końca meczu walczyli o korzystny dla siebie rezultat.

W pierwszej części meczu hamburczycy dość szybko zdołali sobie wyrobić czterobramkową przewagę, ale po przerwie na żądanie trenera Larsa Walthera nafciarze zaczęli odrabiać straty i to oni schodzili na przerwę z minimalną przewagą.

Niestety, początek drugiej części znowu należał do czwartej ekipy Bundesligi sezonu 2011/2012. Chociaż tym razem Orlen Wisła dość szybko odrobiła straty i doprowadziła do remisu, Niemcy ponownie odskoczyli na kilka oczek, a później starali się grać bramka za bramkę. O ile dla zespołu z Hamburga taka gra była bardzo korzystna, to płocczanie musieli szukać okazji do zmniejszenia strat. Udało im się to, niestety tylko połowicznie, bo przed ostatnią syreną zredukowali swój bramkowy niedobór z czterech do dwóch oczek.

Po sobotnim boju z HSV na słowa najwyższego uznania zasłużył Valentin Ghionea, który udowodnił, że Orlen Wisła może mieć z niego sporą pociechę. Tymczasem w miejsce Muhameda Toromanovicia, który dość szybko złapał dwie dwuminutowe kary, wszedł Kamil Syprzak i udowodnił, że warto obdarzać go kredytem zaufania. Nawet w meczach z potencjalnie silniejszymi przeciwnikami. Co istotne, popularny Sypa udowodnił, że coraz lepiej radzi sobie również w defensywie. Niestety, nie wszyscy wiślacy zagrali na miarę swoich możliwości. Zawiedli przede wszystkim Nikola Eklemović i Michał Kubisztal, którzy w poprzednim sezonie napędzali grę płockiego zespołu.

Co nie mniej istotne, Niemcy udowodnili, że nawet w obliczu poważnych problemów zdrowotnych niektórych swoich graczy, wciąż stanowią grupę ludzi rozumiejących się niemal na pamięć. Tymczasem zgranie na pewno nie było atutem płocczan. I przed rozpoczęciem gry w Lidze Europy na ten element trener Lars Walther na pewno będzie musiał zwrócić szczególnie baczną uwagę.

W drugim półfinale turnieju o dziką kartę ekipa Saint Raphael Var HB pokonała RK Cimos Koper 28:23. Oznacza to, że w niedzielę o 16.00 Orlen Wisła w małym finale zagra z Cimosem. Chociaż Słoweńcy przed sezonem 2012/2013 stracili swoich dwóch kluczowych graczy – Sebastiana Skube i Bojana Skoko, to jednak wciąż jest to zespół, z którym należy się liczyć. Tym bardziej, że w sezonie 2011/2012 Orlen Wisła grała ze Słoweńcami w fazie grupowej Velux Ligi Mistrzów, przegrywając w Koprze 24:27 i zaledwie remisując w Płocku 25:25. O sile Cimosu przekonała się zresztą również ekipa Vive Targów Kielce, przegrywając z Cimosem w fazie TOP 16 LM. Płocczan czeka więc niezwykle ciężka przeprawa, a trener Lars Walther musi znaleźć sposób na to, aby Nikola Eklemović i Michał Kubisztal zagrali ze Słoweńcami na takim poziomie, do jakiego przyzwyczaili wszystkich w poprzednim sezonie.

HSV Hamburg - Orlen Wisła Płock 28:26 (15:16)
HSV: Beutler, Tahirović - Schroder 4, Flohr 2, Lindberg 6, Petersen 1, Vori 3, Nilsson 1, Kraus 2, Duvnjak 3, Lacković 3, Terzić, Lijewski 1, Hens 2.
Orlen Wisła: Sego, Wichary - Spanne, Wiśniewski 1, Ghionea 11, Nikcević 3, Toromanović 2, Syprzak 3, Eklemović 2, Kubisztal, Kavas, Zołoteńko, Twardo, Paczkowski, Nenadić 3, Ilyes 1.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza