piątek, 10 sierpnia 2012

Z Kiel towarzysko, ale trzema do tyłu

Wynik miał być sprawą drugorzędną jednak trener gości Alfred Gislason mocno przypilnował, by okrzyknięta najlepszą w świecie siódemka z Kilonii nawet w meczu towarzyskim nie przegrała w Płocku. - Już taką mamy mentalność, aby zwyciężać, ale jutro gramy drugi mecz i będę usatysfakcjonowany nawet jeśli nasza rywalizacja zakończy remisem 1:1 - powiedział Islandczyk. Orlen Wisła Płock przegrała w Orlen Arenie z meczu towarzyskim z mistrzami Niemiec THW Kiel 29:32, choć gospodarze przez większą część spotkania cieszyli się prowadzeniem. 
W pierwszej połowie goście głównie pilnowali, by płocczanie nie odjechali na zbyt duże prowadzenie. Bo nafciarze bardzo chcieli się pokazać przed własną publicznością, która stawiła się nad wyraz licznie, jak na mecz towarzyski. Szczególnie chcieli się pokazać nowi zawodnicy w Wiśle, którzy pierwszy raz grali w Orlen Arenie. 

Petar Nenadić wszedł jako pierwszy, ale widać chciał się pokazać aż za bardzo, bo kilka razy piłka wypadł mu z rąk i długo trwało nim pierwszy raz trafił do bramki gości. Co innego Marin Sego. W pierwszej połowie zaczął wchodzić na rzuty karne i pierwszego obronił i to kiedy egzekutorem był nie byle kto, bo sam Filipa Jicha. Tymczasem skrzydłowy z Rumunii Valentin Ghionea, choć widać było, że brak mu zgrania z resztą nafciarzy, swoje zadanie wykonał celująco. W drugiej połowie zdobył więcej bramek niż Christian Spanne, którego zmienił na skrzydle, choć trzeba dodać, że dwa trafienia zaliczył z rzutów karnych.

Jak na mecz towarzyski, wyjątkowo dużo było dwuminutowych wykluczeń po obu stronach. Po zakończeniu spotkania nie brakło jednak serdeczności między zawodnikami, a i goście podziękowali oklaskami płockiej publiczności za stworzenie atmosfery, jak w normalnym meczu o punkty. 

Tymczasem po dwóch bramkach Adama Wiśniewskiego, jednej ze skrzydła, drugiej z kontrataku, płocczanie w 41 minucie prowadzili jeszcze 24:21. Od tego momentu Filip Jicha z kolegami zabrali się jednak ostro do roboty w kilka minut nie tylko odrobili stratę, ale także wyszli na prowadzenie, które na samym końcu powiększyli do trzech bramek. 

- Widać było, że obie drużyny są w trakcie przygotowań, mecz nie wyglądał fantastycznie - podsumował spotkanie Gislason. - Nie jestem całkiem zadowolony z gry w ataku, ale nie miałem wiele możliwości zmian. Było tylko sześciu zawodników z podstawowego składu. Rezerwowy bramkarz wraca dopiero do gry po rocznej kontuzji, a środkowy rozgrywający i bardzo młody skrzydłowy nie znają jeszcze wszystkich zagrań. O naszym zwycięstwie zadecydowały proste straty piłek rywali w końcówce meczu. 

Z wielkich nieobecnych, jacy nie przyjechali do Płocka należy wymienić Omeyera, Narcisse'a, Palmarssona, Sigurdssona, Ilicia i Vujina, którzy grali lub jeszcze grają w reprezentacjach swoich krajów na Olimpiadzie w Londynie).

- Jestem bardzo zadowolony z gry w ataku, dużo problemów mieliśmy za to w środku. Nie wiem czemu nie grał dobrze blok, a to byli ci sami zawodnicy, którzy grali w zeszłym sezonie - ocenił po meczu postawę swojego zespołu trener Orlen Wisły Lars Walther. - W drugiej połowie tempo gry było zdecydowanie za wolne. Poprosiłem trenera Kiel by w drugiej połowie zagrał ustawieniem, jakie stosuje Hamburg. Dziękuję za to trenerowi gości, bo zobaczyliśmy, że mamy z tym trochę problemów. W drugiej połowie naliczyłem dziesięć błędów technicznych, wynikających ze zmęczenia zawodników - powiedział szkoleniowiec z Danii.

Orlen Wisła Płock - THW Kiel 29:32 (18:17)
Orlen Wisła: Sego, Wichary - Toromanović 2, Wiśniewski 5, Spanne 5, Kavas 2, Eklemović 1, Kubisztal 6, Kwiatkowski, Twardo, , Syprzak 2, Nenadić 2, Chrapkowski, Paczkowski, Ghionea 6, Zołoteńko.
THW: Palicka - Wiencek 3, Klein 3, Sprenger 4, Zeitz 5, Müller, Dahmke 2, Ahlm 5, Jicha 14.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza