sobota, 11 sierpnia 2012

Przyzwoicie w Pucharze Polski. Wisła - Zagłębie 2:4


Całkiem nieźle zaprezentowała się jedenastka drugoligowej Wisły Płock meczu 1/16 Pucharu Polski z Zagłębiem Lubin. Niespodzianki być nie mogło, wygrali 4:2 goście, ale aż do 82. minuty nie mogli być pewni swego. - Cały czas byliśmy pod presją - nie krył po meczu czeski trener miedziowych Pavel Hapal.
Aż do 27 minuty wydarzenia na boisku toczyły się po myśli prowadzącego płocką jedenastkę Marcina Kaczmarka. Wtedy to dość niefrasobliwie Marko Radić sfaulował Szymona Pawłowskiego tuż przed polem karnym. Podczas wykonywania przez gości rzutu wolnego sędzia dopatrzył się ręki jednego z płocczan stojących w murze i podyktował jedenastkę dla Zagłębia. 

"Wapno" pewnie wykorzystał Pawłowski strzelając w prawy róg płockiej bramki, gdy Seweryn Kiełpin rzucił się w lewy. Kiedy w 37. minucie prowadzenie gości podwyższył Arkadiusz Woźniak po rozklepaniu płockiej obrony z prawej strony przez Costę Nhamoinesu z Zimbabwe, wydawało się, że jest już po meczu. Nic z tych rzeczy. Już pięć minut później tylko słupek uratował gości z Lubina od straty bramki po strzale Tomasza Grudnia. 

Już po przerwie, kiedy płocczanie po raz kolejny znaleźli się w polu karnym gości, sędzia tym razem dopatrzył się zagrania ręką w wykonaniu zawodnika Zagłębia. Rzut karny pewnie na bramkę zamienił Janusz Dziedzic i znów można było uważać, że wynik spotkania jest otwarty.

Niestety, w 54. min. chwila nieuwagi i kosztowała płocczan trzecią bramkę, kiedy to niepilnowany piłkarz z Czech Robert Jeż wykorzystał idealne dośrodkowanie Nhamoinesu i głową pokonał Kiełpina. Na odpowiedź Wisły nie trzeba było długo czekać. Dwie minuty później Michała Gliwę w bramce gości pokonał Bartłomiej Sielewski przy asyście Dziedzica.

W końcówce dwie niewykorzystane sytuacje Wisły, zamotanie się w polu karnym jednego z płockich napastników i rewelacyjnie obroniony przez Gliwę strzał głową Sielewskiego zemściły się utratą czwartej bramki w 82 min. Wtedy to znów płocka obrona pozostawiła niepilnowanego zawodnika gości w polu karnym, tym razem Litwina Darvydasa Sernasa, który miał wystarczająco dużo czasu, by precyzyjnie posłać piłę obok rozpaczliwie interweniującego Kiełpina. Mimo przegrywania dwoma bramkami płocczanie do samego końca próbowali zmienić niekorzystny wynik.

- Zespół wypadł przyzwoicie, poza kilkoma prostymi błędami - powiedział po meczu trener Wisły Marcin Kaczmarek. - Straciliśmy mnóstwo zdrowia i siły, przegraliśmy zasłużenie, ale chciałbym z tego meczu wyciągnąć optymistyczne wnioski na przyszłość, które przekażę piłkarzom. Dla nas, kiedy zespół jest w trakcie budowy, każde spotkanie z przeciwnikiem tej klasy jest cennym doświadczeniem - dodał Kaczmarek.

- Był to dla nas bardzo ważny mecz i jesteśmy zadowoleni z wyniku - stwierdził tymczasem Pavel Hapal, trener Zagłębia, uznawanego za jednego z faworytów zbliżającego się sezonu ekstraklasy.

Wisła Płock - Zagłębie Lubin 2:4 (0:2)
0:1 Pawłowski (29. z karnego)
0:2 Woźniak (37.)
1:2 Dziedzic (48. z karnego)
1:3 Jeż (54.)
2:3 Sielewski (56.)
2:4 Sernas (82.)
Sędziowali: jako główny Erwin Paterek z Lublina oraz Andrzej Zbytniewski i Andrzej Głowacki.
Wisła: Kiełpin - Zembrowski, Radić, Magdoń, Nadolski - Mosart (77. Mitura), Góralski (73. Adamczyk), Sekulski, Sielewski, Grudzień (46. Hiszpański) - Dziedzic.
Zagłębie: Gliwa - Rymaniak, Horbath, Vidanov, Nhamoinesu - Pawłowski, Bilek, Hanzel, Jeż (88. Wilczek) - Lira (61. Małkowski), Woźniak (76. Sernas).
Żółte kartki: Radić, Nadolski (Wisła) oraz Lira, Małkowski (Zagłębie). Widzów ok. 1000

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza