sobota, 21 stycznia 2012

Thriller z happy endem. Polska – Szwecja 29:29. Wiśniewski na ustach kibiców


Reprezentacja Polski wywalczyła swój pierwszy punkt w drugiej fazie mistrzostw Europy w piłce ręcznej mężczyzn. Podopieczni trenera Bogdan Wenty w zupełnie nieprawdopodobnych okolicznościach zremisowali z reprezentacją Szwecji, chociaż po pierwszej połowie przegrywali różnicą aż jedenastu bramek. Biało-czerwoni zdołali doprowadzić do remisu dzięki zmianie ustawienia w defensywie. Wśród bohaterów polskiego zespołu tym razem znalazł się Adam Wiśniewski (na zdjęciu). Nie dość, że wyłączył z gry doskonałego Kima Anderssona, to sam zdobył aż sześć bramek.


W pierwszym składzie reprezentacji Polski pojawił się Marcin Wichary. Niestety, bohater pojedynku z Danią tym razem nie rozpoczął najlepiej. Po 11 minutach gry miał na koncie już siedem straconych bramek. Trudno jednak, aby było inaczej, skoro Polacy popełniali błędy techniczne, które nie powinny zdarzać się nawet juniorom, a Szwedzi bezwzględnie wykorzystywali każdą okazję do kontrataku.

Trener Bogdan Wenta bardzo szybko poprosił o regulaminową przerwę w grze i dość radykalnie zmienił ustawienie swojego zespołu. Na kole pojawił się Kamil Syprzak (zmieniany do obrony przez Zbigniewa Kwiatkowskiego), na lewym skrzydle Adam Wiśniewski, na środku rozegrania Bartłomiej Jaszka. W 13. minucie na listę strzelców wpisał się „Gadżet”, ale była to ledwie trzecia bramka zdobyta w tym spotkaniu przez Polaków.

Niestety, radykalna zmiana ustawienia biało-czerwonych w ofensywie nie miała praktycznie żadnego przełożenia na przebieg gry w pierwszej części zawodów. Szwedzi bez większych problemów dochodzili do czystych pozycji rzutowych, wykorzystując większość z nich. Niewiele pomogło również pojawienie się w bramce Piotra Wyszomirskiego. Na przerwę Polacy schodzili, przegrywając różnicą 11 bramek, co przed drugą połową nie wróżyło im niczego dobrego.


Po zmianie stron trener Bogdan Wenta zdecydował się na manewr, który przyniósł jego podopiecznym zwycięstwo z Danią – wyłączenie z gry najlepszego gracza rywali. Grającym na prawym rozegraniu Kimem Anderssonem początkowo zaopiekował się Bartłomiej Jaszka, a po kilku minutach jego obowiązki przejął Adam Wiśniewski. I właśnie Jaszka wraz z Wiśniewskim i Kamilem Syprzakiem zdobyli cztery pierwsze bramki drugiej połowy.


Tym razem – już po pięciu minutach – o czas poprosili trenerzy Szwedów. Nie na wiele się to jednak zdało. Na kolejne trzy gole Bartłomieja Jaszki i trafienie Patryka Kuchczyńskiego Skandynawowie odpowiedzieli tylko dwoma celnymi rzutami. Dzięki temu po dziesięciu minutach drugiej odsłony Polacy zdołali zredukować swoją stratę z jedenastu do sześciu oczek.

W 43. minucie po raz pierwszy po zmianie stron dał o sobie znać Marcin Wichary, który pięć minut wcześniej wrócił do polskiej bramki. Chociaż tym razem nie bronił aż tak spektakularnie jak dwa dni wcześniej, jednak kilka razy zdołał powstrzymać Szwedów. Niestety, Polacy nie zawsze potrafili wykorzystać dobre interwencje Wichury. Kilka kontrataków zostało zmarnowanych. Odrabianie strat szło wprawdzie powoli, ale systematycznie. W 55. minucie było już tylko 26:28, ale lukę w polskiej defensywie zdołał znaleźć Niclas Ekberg, który zdobył 29. gola dla Szwedów. Minutę później doskonale obsłużony Kamil Syprzak zdobył z koła gola dla Polski. Ostatnie dwa trafienia w tym nieprawdopodobnie emocjonującym pojedynku zanotował na swoim koncie Adam Wiśniewski. Co ciekawe, gola dającego biało-czerwonym remis, „Gadżet” zdobył z koła.

Zdecydowanie numerem jeden reprezentacji Polski był tym razem Bartłomiej Jaszka. To on po przerwie poderwał zespół do walki, skutecznie rzucał z nieprawdopodobnych niemal pozycji, a w dodatku mocno pracował w defensywie. Tylko nieznacznie ustępował Jaszce Adam Wiśniewski. Gadżet rozegrał jedno z najlepszych spotkań w swej reprezentacyjnej karierze. Oczywiście, na słowa uznania jednak tylko za postawę w drugiej połowie zasługują również inni gracze.

Biało-czerwoni po przerwie po raz kolejny udowodnili, że najlepiej spisują się, kiedy na placu gry tworzą jeden, doskonale zgrany kolektyw, a nie zlepek indywidualności, jaki momentami można było oglądać w pierwszej odsłonie meczu.

Polska – Szwecja 29:29 (9:20)
Polska: Wichary, Wyszomirski – Kuchczyński 3, Tkaczyk, B. Jurecki, M. Jurecki 4, Tłuczyński 3, Jurkiewicz 2, Jaszka 8, Syprzak 2, Kwiatkowski, Bielecki 1, Lijewski, Wiśniewski 6, Zaremba, Orzechowski.

Szwecja: Palicka, Sjoestrand – Lundstroem 6, Andersson 2, Jernemyr, Ekberg 7, Stenbacken, Larholm 4, Karlsson 1, Nilsson 4, Du Rietz 2, Doder 1, Jakobsson 2.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza