piątek, 7 października 2011

Przełamali kryzys? Wisła – Polkowice 1:0

Po czterech z rzędu meczach bez zdobyczy punktowej podopieczni trenera Libora Pali wreszcie opuścili plac gry jako zwycięzcy. Dzięki bramce zdobytej w 23. minucie przez Kamila Bilińskiego nafciarze pokonali 1:0 na własnym boisku KS Polkowice.  – Cieszę się, że po raz pierwszy odkąd prowadzę ten zespół, nie straciliśmy żadnej bramki – przyznał na pomeczowej konferencji prasowej czeski trener nafciarzy Libor Pala. Następnym przeciwnikiem nafciarzy, już w środę o 19.47 będzie Arka Gdynia, która w sezonie 2011/2012, podobnie jak Wisła, gra zdecydowanie poniżej oczekiwań kibiców i władz klubu.



Mecz zaczął się od naporu gospodarzy, którzy od pierwszego gwizdka sędziego ostro natarli na swoich przeciwników. Można było odnieść wrażenie, że płocczanie wreszcie zrozumieli, na czym polega gra wysokim pressingiem.

Presja wywierana przez nafciarzy na ekipie gości w końcu przyniosła pożądany efekt. W 23. minucie goście stracili piłkę, którą Patryk Kamiński z prawej strony zagrał płasko w pole karne, a formalności dopełnił Kamil Biliński. – Gospodarze wykorzystali sytuację, do której doszło po kontuzji Krzysztofa Kazimierczaka – tłumaczył po meczu trener gości Janusz Kudyba Popełniliśmy błąd w ustawieniu, kiedy musieliśmy dokonać małych przetasowań w obronie.


Jeszcze w pierwszej połowie dwukrotnie przed szansą na podwyższenie rezultatu stawał Joao Paulo Daniel. Najpierw jednak uderzył z dystansu nieznacznie nad bramką, później zaś – po świetnej wymianie piłek z Kamilem Bilińskim – strzelił z lewego narożnika pola karnego wprost w nogę bramkarza.

W pierwszej połowie goście najbliżej wyrównania byli w 35. minucie, kiedy po strzale Tomasza Salamońskiego z rzutu wolnego piłka odbiła się od jednego z płockich obrońców i omal nie wpadła pod poprzeczkę. Na szczęście doskonałą interwencją popisał się Krzysztof Kamiński. Bramkarz Wisły stał się bohaterem drugiej części spotkania, kilka razy broniąc w zupełnie beznadziejnych sytuacjach. Szczególnie po strzałach wprowadzonego do gry w 71. minucie Patryka Bryły.

Swoje okazje do zmiany rezultatu miała również ekipa gospodarzy. W 61. minucie w polu karnym Polkowic do górnej piłki wyskoczył Kamil Biliński, który po starciu z jednym z obrońców gości padł na ziemię niczym rażony piorunem. Na trybunach zawrzało, bo kibice byli święcie przekonani, że po faulu na „Bilim” Wiśle należy się rzut karny. Sędzia tymczasem nakazał grać dalej. – Gdyby Biliński padł na ziemię w momencie, kiedy został dotknięty przez rywala, być może sędzia zdecydowałby się pokazać na jedenasty metr od bramki – przyznał trener Libor Pala. – Mówiąc obiektywnie za dużo w tym było teatru - dodał trener.

W osiemdziesiątej minucie Wisła wyprowadziła trójkową kontrę. Biegnący środkiem pola Łukasz Sekulski mógł wybierać między podaniem w prawo do Ricardinho a zagraniem w lewo do Matara Gueye. Zdecydował się na to drugie rozwiązanie i po chwili na stadionie dało się słyszeć jęk zawodu, bo Senegalczyk, chociaż miał do bramki paręnaście metrów i nie był przez nikogo atakowany, zamiast strzelać, zdecydował się odegrać piłkę do Sekulskiego. Ten zaś tak długo składał się do uderzenia, że w końcu został zablokowany.

– Na każdym treningu ćwiczymy rozwiązywanie akcji w przewadze. Zupełnie nie mam pojęcia, dlaczego Matar nie wiedział, co ma zrobić z piłką – skomentował zachowanie Senegalczyka, czeski trener Wisły. – Zapewne lepiej by było, gdyby Sekulski odegrał piłkę do Ricardinho. Niestety, mam takich piłkarzy jakich mam i na razie nie mogę nic zmieniać. Każdy z nich musi jednak zdawać sobie sprawę, że pracuje na swoją przyszłość w tym klubie.

W doliczonym czasie gry, tuż przed końcowym gwizdkiem sędziego, goście mieli idealną okazję na doprowadzenie do wyrównania. Jeden z graczy Wisły zbyt wysoko uniósł nogę w polu karnym i arbiter podyktował rzut wolny pośredni kilka metrów od prawego słupka płockiej bramki. Mur został ustawiony niemal na linii bramkowej. W okolicach 11.-12. metra stało czterech graczy z Polkowic. Chociaż ich pozycja zdawała się być wprost wymarzona do strzału, piłka trafiła do stojącego tuż przy niej Tomasza Salamońskiego. Kapitan zespołu gości strzelił wprawdzie nad murem, ale i nad bramką.

– Faktycznie, lepszym rozwiązaniem byłoby zagranie piłki do jednego z graczy stojących na środku pola karnego – przyznał na po meczu trener gości Janusz Kudyba. – Przede wszystkim jednak muszę podkreślić, że moi zawodnicy za bardo się pospieszyli, bo powinni zwrócić uwagę sędziego, że mur stoi za blisko.

Wisła Płock - KS Polkowice 1:0 (1:0)
Sędziował:
Łukasz Bednarek (Koszalin)
Bramka: Biliński (23.)
Wisła: Kamiński - Jaroń, Nadolski, Wyczałkowski, Jakubowski – Kamiński, Zembrowski, Sielewski (46. Góralski), Gueye – Daniel (63. Sekulski) - Biliński (64. Ricardinho)
Polkowice: Szymański – Janus, Nowak, Peroński, Kazimierczak (10. Kocot) – Piotrowski (71.Bryła), Salamoński, Wacławczyk, Podstawek (75. Więzik), Bancewicz – Piątkowski.
Żółte kartki: Biliński, P. Kamiński (Wisła) oraz Bancewicz, Salamoński, Janus, Bryła (Polkowice). Widzów ok. 600.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza