sobota, 6 sierpnia 2011

Laury dla Kilonii

Ekipa uważana za najlepszą na świecie okazała się najlepsza również w pierwszej edycji turnieju Orlen Handball Cup. W meczu, który decydował o pierwszym miejscu w imprezie THV Kiel pokonało Orlen Wisłę Płock 31:29. Faworyci musieli się jednak solidnie namęczyć, aby wykazać swoją wyższość nad zespołem gospodarzy turnieju. Kilończycy zgarnęli nie tylko drużynową nagrodę za zwycięstwo, ale również większość wyróżnień indywidualnych, w tym dla MVP imprezy. Ten prestiżowy tytuł przypadł Momirowi Iliciowvi (na zdjęciu), który był również najlepszym strzelcem oraz najlepszym lewym rozgrywającym turnieju.

Zanim rozpoczął się mecz decydujący o pierwszym miejscu w Orlen Handball Cup, na placu gry pojawili się zawodnicy reprezentacji Japonii oraz Gorenje Velenje. Teoretycznie zdecydowanymi faworytami tego spotkania byli wicemistrzowie Słowenii. Po raz kolejny jednak okazało się, że bycie faworytem nie zawsze pomaga w grze.

O ile w czwartek i piątek THV i Orlen Wisła potrafiły przeciwstawić się szaleńczemu stylowi gry Japończyków, to Słoweńcy mieli z tym całe mnóstwo problemów. Owszem, początkowo starali się dotrzymywać kroku swoim rywalom, jednak z biegiem czasu zaczęli „gasnąć” i oddawać pole. Nie minęło jeszcze 20 minut gry, a Japonia prowadziła już sześcioma golami. I wcale nie zamierzała zwalniać tempa. Do przerwy Azjaci prowadzili już 24:15. I wcale nie był to koniec ich popisów.

W drugiej połowie dwukrotnie wydawało się, że Słoweńcy mają pomysł na powstrzymanie ataków swojego rywala, a przede wszystkim na rozmontowanie jego defensywy. Niestety, to były jedynie złudzenia. Owszem, nieco lepiej niż do przerwy zaczął grać potężny Żeljko Musa, ale biorąc pod uwagę klasę tego gracza, trudno oceniać jego występ przeciwko Japonii jako szczególnie udany.

Co innego można za to powiedzieć o Daisuke Miyazakim. Chociaż w pierwszej części gry był niemal zupełnie niewidoczny, po przerwie pokazał się wtedy, gdy jego klasa była najbardziej potrzebna. Czyli w momencie, kiedy Słoweńcy zredukowali swój bramkowy deficyt do zaledwie sześciu oczek.

Azjaci szybko uporządkowali swoją grę i znowu przejęli kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami. Powoli, ale systematycznie budowali swoją przewagę, która po końcowej syrenie sięgnęła aż 12 oczek. I trzeba w pełni uczciwie przyznać, że zwycięstwo Azjatów było tyleż zaskakujące, co zasłużone.

Mecz Orlen Wisły z THV Kiel wreszcie ściągnął na trybuny nieco więcej widzów niż wcześniejsze widowiska. A ci, którzy pofatygowali się do Orlen Areny, na pewno nie musieli żałować swojej decyzji. Wprawdzie Kilończycy ograli ekipę prowadzoną przez trenera Larsa Walthera, ale zwycięstwo niemieckich ligowców wcale nie było tak pewne, jak mogłoby wynikać z papierowego porównania siły obu rywali.

Stojący w pierwszej połowie między słupkami bramki Kilończyków Thierry Omeyer kilka razy zastopował płocczan swoimi błyskotliwymi interwencjami. Po zmianie stron Andreas Palicka niczym specjalnym nie zachwycił i dość szybko trener THV Alfred Gislasson wrócił do Francuza.

Klasą dla siebie był Momir Ilić, którego płoccy zawodnicy w żaden sposób nie byli w stanie upilnować. Wiele krwi nafciarzom napsuł również Marcus Ahlm, od którego Kamil Syprzak mógłby nauczyć się wiele boiskowego cwaniactwa. Przed meczem mówiło się, że Daniel Narcisse ma nie zagrać z Orlen Wisłą z powodu drobnych problemów zdrowotnych. A jednak zagrał. I to tak, że ręce same składały się do oklasków.

Na tle zespołu, który praktycznie nie miał słabych punktów Orlen Wisła spisała się jednak zupełnie nieźle. Cieszy szczególnie fakt, że bramki kilończykom rzucili młodzi Kamil Syprzak i Paweł Paczkowski. Dla psychiki obu graczy może to mieć kolosalne znaczenie na przyszłość. Obaj powinni bowiem uwierzyć, że są w stanie zagrać na maksimum możliwości nawet przeciwko najlepszym.

Podobnych bodźców na pewno nie potrzebują Michał Kubisztal, Piotr Chrapkowski, Mohamad Toromanović, czy Nikola Eklemović. Każdy z tych graczy w konfrontacji z THV Kiel udowodnił, że doskonale wie, na czym polega nowoczesna piłka ręczna. Michał Kubisztal chwilami grał tak, jakby zawodnikiem Orlen Wisły był co najmniej trzy-cztery sezony. Pełne zrozumienie z partnerami, wymienność pozycji, umiejętność odnalezienia się na prawym rozegraniu to niebagatelne atuty byłego gracza berlińskich „Lisów”.

Mimo porażki w meczu o pierwsze miejsce zarówno piłkarze ręczni, jak i ich szkoleniowcy, a przede wszystkim kibice mają więc sporo powodów do zadowolenia. Można zaryzykować stwierdzenie, że jeśli Orlen Wisła będzie w dalszym ciągu się tak rozwijała, to w sezonie 2011/2012 może nie tylko obronić tytuł mistrzowski, ale również odebrać Vive Targom Kielce Puchar Polski, a przede wszystkim pokazać się z jak najlepszej strony w Lidze Mistrzów.

Japonia - Gorenje Velenje – 44:32 (24:15)
Japonia: Shinouchi, Kai - Higashinagahama 8, Nomura 6, Tanimura 5, Suematsu 5, Miyazaki 4, Toyoda 4, Kaido 3, Kochi 2, Nakamura 2, Izuma 2, Takeda 1, Kishigawa 1, Tomita 1.
Gorenje: Gajic – Musa 8, Dolenec 5, Golcar 4, Manojlovic 3, Medved 2, Bezjak 2, Miklavcic 2, Melic 2, Gams 2, Svetelsek 1, Dujmovic 1, Rutar.

Orlen Wisła Płock - THV Kiel 29:31 (13:15)

Orlen Wisła: Seier, Wichary - Miszka 3, Spanne 1, Wiśniewski 2, Kwiatkowski 2, Toromanović 3, Syprzak 1, Chrapkowski 3, Eklemović 3, Kubisztal 5, Kavas 2, Dobelsek 1, Twardo, Paczkowski 2.
THV: Omeyer, Palicka - Andersson 5, Lundstrom 2, Sprenger 1, Reichmann, Ahlm 7, Kubes, Palmarsson 2, Narcisse 6, Ilic 8, Klein.

Końcowa klasyfikacja turnieju:
1. THW Kiel
2. Wisła Płock
3. Japonia
4. Gorenje Velenje

Najlepsza siódemka turnieju:
Bramka:
Morten Seier (Wisła)
Lewe skrzydło: Adam Wiśniewski (Wisła) / Dominik Klein (THV)
Lewe rozegranie: Momir Ilic (THV)
Środek rozegrania: Luka Dobelsek (Wisła)
Prawe rozegranie: Kim Andersson (THV)
Prawe skrzydło: Arkadiusz Miszka (Wisła)
Koło: Marcus Ahlm (THV)

Nagrody indywidualne:

Najlepszy zawodnik turnieju: Momir Ilic (THV)
Najlepszy strzelec turnieju: Momir Ilic (THV)
Najlepszy bramkarz turnieju: Morten Seier (Wisła)

Najlepsi w drużynach:

THV: Momir Ilic
Wisła: Luka Dobelsek
Japonia: Daisuke Miyazaki
Gorenje: Marko Bezjak

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza