sobota, 20 sierpnia 2011

Grali do końca i tylko zremisowali. Wisła - Olimpia G. 1:1


Piłkarze płockiej Wisły w meczu z grudziądzką Olimpią zremisowali 1:1. Goście objęli prowadzenie w pierwszej połowie po akcji, w której zdobywca gola zatrzymał piłkę ręką. Wisła wyrównała po rzucie karnym podyktowanym w ostatniej minucie przedłużonego czasu gry. „Jedenastka” została podyktowana, gdy sędzia boczny zasygnalizował, że jeden z zawodników z Grudziądza zagrał piłkę ręką. Po końcowym gwizdku zawodnicy drużyny przyjezdnej ruszyli w stronę sędziów tak zdecydowanie, że w zejściu z boiska musieli pomagać im pracownicy ochrony odpowiadający za porządek na stadionie.



Zaczęło się dość niemrawo. Niby Wisła usiłowała atakować, ale goście bardzo dobrze odczytywali grę podopiecznych trenera Mieczysława Broniszewskiego. - Po raz drugi od pierwszej minuty pokazał się w pierwszej lidze Patryk Kamiński – powiedział w rozmowie ze Sportowcem Płockim trener Mieczysław Broniszewski. – O ile jednak w meczu z Olimpią Elbląg popisał się kilkoma świetnymi crossowymi podaniami, to tym razem takie zagrania nie miały racji bytu, bo przeciwnicy doskonale odczytywali intencje naszego gracza.

Ten problem dotyczył nie tylko zawodnika, który po raz kolejny pojawił się jako płocki młodzieżowiec. Z zawodnikami z Grudziądza słabo radzili sobie również bardziej doświadczeni gracze Wisły.

W końcu jednak nadeszła 25. minuta, kiedy próbkę swoich nieprzeciętnych umiejętności technicznych dał Ricardinho. Brazylijski pomocnik przerzucił piłkę nad głową Jarosława Ratajczaka, zbiegając w stronę bocznej linii pola karnego. Kiedy chciał ponownie zrobić to samo i wbiec w pole karne, zawodnik gości zatrzymał piłkę ręką. Sędzia ukarał go za to żółtą kartką.

Chwilę później po raz kolejny gracz gości zagrał ręką. Tym razem jednak arbiter nie pokazał mu żółtego kartonika. Mało tego, nawet nie zatrzymał akcji i nie podyktował rzutu wolnego dla Wisły. Okazało się, że miało to poważne konsekwencje. Piotr Ruszkul pomógł sobie ręką w polu karnym, a chwilę później półgórnym strzałem z lewego narożnika w długi róg pokonał Krzysztofa Kamińskiego. Arbiter kazał rozpocząć grę od środka.

Płocczanie zdawali sobie sprawę, że muszą ruszyć do ataku, niestety, nie bardzo wiedzieli, jak to zrobić.
– Niestety, w naszym zespole jest wielu młodych zawodników, którzy wciąż jeszcze muszą się uczyć, natomiast brakuje nam kreatywnego zawodnika, który mógłby rządzić zespołem i odpowiadać za kreowanie gry – przyznał w rozmowie ze Sportowcem Płockim trener Broniszewski.

Po zmianie stron płocczanie zyskali wprawdzie lekką przewagę, ale w dalszym ciągu niewiele z tego wynikało. Brakowało przede wszystkim strzałów z dystansu, chociaż w Wiśle jest obecnie kilku zawodników potrafiących mocno i celnie uderzać z daleka.

– Na odprawie mówiliśmy o tym, aby kończyć akcje strzałami. Zawodnicy mieli uderzać czy z pola karnego, czy z dystansu. W takiej sytuacji jeśli nawet piłka nie leci bezpośrednio do bramki, pomóc może jakiś rykoszet – powiedział trener Wisły. – Poza tym, jeśli piłka po akcji zakończonej strzałem opuści plac gry, można spokojnie przygotować drużynę do defensywy.


Najładniejszą akcję meczu gospodarze przeprowadzili w 66. minucie. Kończący ją Kamil Biliński strzelił świetnie pod poprzeczkę, ale Michał Wróbel w sobie tylko wiadomy sposób zdołał wyekspediować piłkę na rzut rożny.

Czas mijał, a wynik nie ulegał zmianie. Wszystko wskazywało na to, że goście po końcowym gwizdku sędziego będą mogli cieszyć się ze zdobycia trzech punktów. Nafciarze nie zamierzali jednak rezygnować z walki o co najmniej remis. Kiedy dobiegał końca przedłużony czas gry, zakotłowało się w polu karnym Olimpii, a sędzia asystent zasygnalizował, że jeden z graczy z Grudziądza zagrał ręką. Piłkę 11 metrów od bramki ustawił sobie Ariel Jakubowski i ze stoickim spokojem pokonał bramkarza. W ten sposób uratował gospodarzom remis.

A kiedy sędzia zakończył mecz, prawie wszyscy gracze z Grudziądza ruszyli ostro w jego kierunku. Na szczęście równie zdecydowana okazała się interwencja służb ochrony, dzięki którym arbiter mógł opuścić boisko.

Po meczu powiedzieli:

Marcin Kaczmarek (trener Olimpii): Gratuluję mojej drużynie ambitnej postawy. Moi gracze zostawili na boisku mnóstwo zdrowia. Nie cieszę się jednak z tego jednego punktu, bo nie mogę. Nie chcę komentować ostatnich minut tego spotkania, bo po meczu z Zawiszą powiedziałem już dość dużo o arbitrach. Nie zamierzam jednak uchodzić za oszołoma.
Mieczysław Broniszewski (trener Wisły): Jestem zniesmaczony tym, co mój zespół pokazał w pierwszej połowie meczu. Po raz kolejny w tym sezonie do przerwy przeszliśmy zupełnie obok meczu. Moi zawodnicy zaczęli się rozkręcać dopiero po przerwie. Zagrali ambitnie, agresywnie. Nie udało się wygrać, ale stara piłkarska prawda mówi, że skoro nie można zdobyć kompletu punktów, trzeba powalczyć przynajmniej o remis.

Wisła Płock – Olimpia Grudziądz 1:1 (0:1)
Bramki:
Jakubowski (90. - karny) dla Wisły oraz Ruszkul (27.) dla Olimpii
Wisła: K. Kamiński – Nadolski, Kursa, Wyczałkowski, Jakubowski – Jaroń (62. Chwastek), Sielewski (59. Daniel), Zagurskas, P. Kamiński, Ricardinho – Biliński
Olimpia: Wróbel – Kokoszka, Kościukiewicz, Dąbrowski, Ratajczak – Kryszak, Białek (53. Kowalski), Cieciura (71. Rogóż), Frańczak – Ruszkul, Dziedzic (85. Sulej)
Żółte kartki: P. Kamiński, Zagurskas – Ratajczak, Kościukiewicz, Kokoszka, Dziedzic, Ruszkul, Wróbel, Dąbrowski (Olimpia)
Sędziował: Rynkiewicz (Szczecin)
Widzów: 3500

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza