sobota, 2 kwietnia 2011

Nie mieli koncepcji i przegrali

W sobotnie popołudnie kibice Wisły Płock musieli przeżyć gorycz pierwszej wiosennej porażki na własnym boisku występujących w drugiej lidze piłkarzy nożnych. Nafciarze przegrali w Płocku z Okocimskim Brzesko 0:2.  - Mogę tylko przeprosić, jest nam naprawdę smutno, nie mam nic na usprawiedliwienie - powiedział po meczu trener Wisly Mieczysław Broniszewski.


A zaczęło się zupełnie nieźle. W 12. minucie kilkunastu centymetrów zabrakło do szczęścia Jakubowi Zabłockiemu obsłużonemu świetnym, prostopadłym podaniem z głębi pola, po którym piłka wylądowała tuż za plecami obrońców. Płocki napastnik zrobił wszystko jak trzeba: odwrócił się z piłką, gubiąc krycie, wyczekał, aż bramkarz stanie w wykroku i wtedy zdecydował się na plasowany strzał po ziemi. Niestety, minimalnie niecelny.

Kilka minut później Mateusz Lewandowski strzelał z prawego narożnika pola karnego. Piłka lecąca obok bramki trafiła w głowę stojącego tam Marcina Nowackiego i... sędzia odgwizdał spalonego. Kiedy wydawało się, że gol dla podopiecznych trenera Mieczysława Broniszewskiego jest tylko kwestią czasu, na kontratak zdecydowali się przyjezdni. Lewą stroną ruszył Paweł Pysiak. Gdy był na wysokości pola karnego, zagrał płasko w pole karne, nogę do piłki dostawił Wojciech Wojcieszyński i gracze z Brzeska objęli prowadzenie.

- Przyjechaliśmy do Płocka, aby grać mądrą i agresywną piłkę. W pełni nam się to udało. Kiedy w pierwszej połowie zdobyliśmy gola, mogliśmy spokojnie kontrolować grę - mówił po meczu Krzysztof Łętocha, trener Okocimskiego.

Po zmianie stron przewaga przyjezdnych stała się jeszcze bardziej widoczna, a ukoronowaniem boiskowej inteligencji Okocimskiego stała się bramka zdobyta z rzutu wolnego przez Jakuba Czerwińskiego. Nafciarze usiłowali ruszyć do przodu, ale goście spokojnie paraliżowali wszelkie poczynania ofensywne płockiego zespołu.

- Nie za wiele mogliśmy poradzić na grę Okocimskiego, nie mieliśmy koncepcji by rozwiązać taktyczne niuanse - otwarcie przyznał po meczu trener Wisły. - Nawet wprowadzone zmiany nic nie przyniosły nowego - dodał.

- Spójrzcie nam w oczy! - krzyczeli po meczu do piłkarzy najwierniejsi kibice, którzy oglądali spotkanie w coraz mniejszym płockim młynie. Co ciekawe, zawodnicy Wisły podeszli do nich przed zejściem do szatni i odbyła się rozmowa twarzą w twarz. Co warte podkreślenia, obyło się bez żadnych ekscesów, piłkarze mądrzejsi o opinie kibiców, nie musieli korzystać z pomocy ochrony by bezpiecznie opuścić boisko.  

Okocimski okazał się pierwszym w rundzie wiosennej zespołem, który zagrał przeciwko Wiśle otwartą piłkę i niestety okazał się zdecydowanie lepszy. Po sobotniej porażce Wisła spadła na siódme miejsce. Na szczęście tabela jest wciąż bardzo płaska. Tym bardziej, że większość zespołów z czołówki w tej kolejce pogubiła punkty. Do pierwszego w tabeli Świtu Nowy Dwór nafciarze tracą sześć, a do drugiej Olimpii Elbląg już tylko cztery punkty. Awans wciąż więc jest w zasięgu płocczan. Przynajmniej teoretycznie. Aby jednak wciąż liczyć się w stawce walczących o pierwszą ligę, wypadałoby w środę wygrać mecz z Ruchem Wysokie Mazowieckie.

Wisła Płock - Okocimski Brzesko 0:2 (0:1)
Bramki: 24. Wojcieszyński, 51. Czerwiński.
Wisła: Bąk - Nadolski, Pacan, Mariucci, Hus (81. Pielak) - Wyczałkowski (61. Wiśniewski), Chwastek (61. Biliński), Gueye, Lewandowski (46. Jaroń), Nowacki - Zabłocki.
Okocimski: Trela - Wawryka, Czerwiński, Urbański, Szymoniak - Pyciak, Głaz (83. Baliga), Wojcieszyński (57. Kostecki), Łytwyniuk - Trznadel (76. Gil), Smółka.
Żółte kartki: Wyczałkowski i Mariucci (obaj Wisła).

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza