niedziela, 20 marca 2011

Klęska w Orlen Arenie. Vive z Pucharem Polski

- Kiedy przestaje się myśleć, nie ma mowy o odniesieniu zwycięstwa, a my przestaliśmy myśleć - powiedział trener Orlen Wisły Lars Walther na konferencji po finałowym meczu Pucharu Polski. Nafciarze we własnej hali zostali upokorzeni przez grające jak z nut Vive Targi, ponosząc klęskę 22:35.


- Musicie wreszcie zlać tych z Kielc. To jest potrzebne dla higieny psychicznej naszej dyscypliny - mówił przed finałem PP jeden z zawodników Warmii Społem Olsztyn. - Kielczanie stali się zbyt pewni siebie, aroganccy, aż nieprzyjemni. My w sobotę byliśmy bardzo blisko utarcia im nosa, ale się nie udało. Wy macie wielkie szanse.


Oczekiwania związane z finałem Pucharu Polski były olbrzymie. A rozczarowanie po końcowej syrenie ostatniego meczu Final Four jeszcze większe. 

A zaczęło się pozornie całkiem miło. Prowadzenie 4:2 w szóstej minucie Orlen Wisła zawdzięczała Bostjanowi Kawasowi, Arkadiuszowi Miszce i Piotrowi Chrapkowskiemu. Niestety, okazało się, że to jedynie miłe złego początki. Później było tylko źle i jeszcze gorzej.

Goście dość szybko doprowadzili do wyrównania, a później zaczęli nafciarzom odjeżdżać jak TGV Polskim Kolejom Państwowym. Płocczanie, na tle doskonale zorganizowanych zawodników Vive Targów, wydawali się wyjątkowo nieporadni. 

Owszem, Marcus Cleverly na pewno był jednym z bohaterów zwycięskiego zespołu, ale nie zasłużyłby na to miano, gdyby nasi gracze nie uparli się, aby rzucać prosto w niego. A po kilku udanych interwencjach duńskiego golkipera Vive Targów zawodnicy z Płocka przestali wierzyć, że mogą go pokonać. Zamiast więc rzucać z drugiej linii, szukali dziwnych, karkołomnych rozwiązań, które zamiast przynosić kolejne zdobycze bramkowe, owocowały coraz bardziej denerwującymi stratami.

Gdy zabrzmiała syrena oznajmiająca koniec pierwszej połowy, goście prowadzili dziewięcioma bramkami. W drugiej części nafciarze nie mieli nawet swoich pięciu minut, jak na początku pierwszej odsłony. A klęska 22:35 mogła wydawać się najniższym tego dnia wymiarem kary. Potem była piękna ceremonia dekoracji, która jeszcze bardziej pognębiła nastroje płockich fanów.

Zanim kibice przeżyli traumę meczu finałowego, mogli emocjonować się pojedynkiem o trzecie miejsce. Chociaż mecz zakończył się wysoką wygraną Miedzi, emocji w nim nie brakowało. Do przerwy na placu gry dominowała Warmia Społem. Olsztynianie nie byli jednak w stanie zbudować sobie na tyle wyraźnej przewagi, aby móc później spokojnie kontrolować przebieg zawodów.

A po zmianie stron "miedziowi" dość szybko wyrównali, po czym zaczęli systematycznie zwiększać swoją przewagę. Dzięki temu wygrali zasłużenie, chociaż chyba odrobinę za wysoko.

O 3. miejsce:
Miedź Legnica - Warmia Społem Olsztyn 36:28 (14:16)
Miedź:
Kryński, Banisz - Chuziejew 11, Paluch 1, Swat 1, Piwko 3, Świątek 5, Buchwald 5, Skrabania 4, Garbacz 1, Boneczko 4, Szabat 1.
Warmia Społem: Sokołowski, Boniecki - Jankowski 5, Bartczak 2, Rumniak 6, Nowak 4, Krawczyk 1, Malewski 4, Ćwikliński 3, Molenda, Gujski, Garbacewicz, Kopyciński 3, Zyśk.

O 1. miejsce:
Orlen Wisła Płock - Vive Targi Kielce 22:35 (9:19)
Orlen Wisła:
Wichary, Seier - Kwiatkowski, Chrapkowski 6, Miszka 2, Wiśniewski, Samdahl 1, Kawas 6, Twardo, Kuzelew 3, Dobelsek 3, Kuptel, Backstrom 1, Paczkowski.
Vive Targi: Cleverly, Kotliński - Grabarczyk, Kuchczyński 4, Jurasik 4, Jachlewski 2, Stojković 5, Żółtak 1, Knudsen 4, Rosiński 5, Zaremba 2, Zorman 1, Dzomba 6, Gliński 2.




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza