czwartek, 17 stycznia 2013

Horror z płockimi akcentami. Polska – Serbia 25:24



Biało-czerwoni po niesamowicie dramatycznym meczu pokonali aktualnych wicemistrzów Europy. Decydujący gol został zdobyty przez Roberta Orzechowskiego dwie sekundy przed końcową syreną. Na placu gry pojawiło się aż pięciu graczy Orlen Wisły. Marcin Wichary, Adam Wiśniewski i Michał Kubisztal wystąpili w reprezentacji Polski, a w ekipie serbskiej pojawili się Ivan Nikcević (na zdjęciu) i Petar Nenadić. 

Podobnie jak w meczach z Białorusią, Arabią Saudyjską i Słowenią, w wyjściowej siódemce znalazło się miejsce dla Adama Wiśniewskiego. Tym razem jednak trener Michael Biegler zdecydował, że odpowiadającym za reżyserowanie poczynań polskiego zespołu ma od pierwszej minuty odpowiadać Michał Kubisztal.

Niestety, pierwsza połowa nie układała się po myśli biało-czerwonych. Niesamowitą niemal skutecznością popisywał się Momir Ilić, który dziurawił bramkę rzutami z drugiej linii, a na domiar złego był bezbłędny jako egzekutor rzutów karnych. Z siedmiu metrów nie trafił za to Michał Kubisztal. Jego intencje doskonale wyczuł Darko Stanić, który przez pierwsze 30 minut był prawdziwą zmorą Polaków. Bronił rzuty z drugiej linii, ze skrzydeł i  z rzutów karnych (nie dał mu rady również Robert Orzechowski. W pewnym momencie przewaga Serbów wynosiła już nawet pięć bramek, a Polacy wydawali się zupełnie bezradni.

Niewiele pomogła minutowa przerwa w grze, o którą poprosił Michael Biegler. W końcu niemiecki selekcjoner Polaków postanowił zmienić system gry w defensywie Desygnował Adama Wiśniewskiego do indywidualnej opieki nad Momirem Iliciem. Taka taktyka dość szybko przyniosła oczekiwane rezultaty. Serbowie stracili rytm gry, a w dodatku przy kolejnym rzucie karnym Marcin Wichary (w 18. minucie zastąpił w bramce Sławomira Szmala) zdołał w końcu zatrzymać bałkańskiego superbombardiera. Ostatecznie na przerwę biało-czerwoni schodzili z zaledwie dwubramkową stratą.

Po zmianie stron Polacy dość szybko zdobyli kontaktowego gola, ale wystarczyło kilka błędów technicznych w ofensywie, aby Serbia uzyskała czterobramkową przewagę. Polacy wciąż grali z wysuniętym daleko do przodu Adamem Wiśniewskim, który skupiał się na pilnowaniu środkowego rozgrywającego (Momir Ilić w tej fazie gry był wykorzystywany jedynie do defensywy). Dzięki takiemu ustawieniu kilka razy udało się przechwycić piłkę, kilka dobrych interwencji zanotował też Marcin Wichary.

W 52. minucie Polacy po raz pierwszy w tym meczu wyszli na prowadzenie po zdobyciu trzech kolejnych bramek. W tym właśnie momencie emocje sięgnęły zenitu. Zaczęła się bowiem gra bramka za bramkę. Serbowie wyrównali dość szybko za sprawą grającego na co dzień w Orlen Wiśle Płock Ivana Nikcevicia. Podopieczni trenera Michaela Bieglera ponownie objęli prowadzenie i znowu je stracili. Po atomowym rzucie Karola Bieleckiego, który zaskoczył Darko Stanicia akcją na prawym rozegraniu, Polacy zdołali przechwycić piłkę i mieli szansę powiększyć prowadzenie. Niestety, zamiast cieszyć się z dwubramkowej przewagi, musieli przełknąć gorzką pigułkę, bo kolejnego gol, tym razem po podaniu przez prawie całe boisko, zdobył Ivan Nikcević. Chwilę później drugi z „płockich” Serbów Petar Nenadić został odesłany na ławkę kar i jego ekipa już do końca meczu grała w osłabieniu. Ale to Polacy tym razem źle rozegrali piłkę. Na szczęście rywale nie zdołali zakończyć swojej akcji celnym rzutem, bo po bombie Momira Ilicia rewelacyjną interwencją popisał się Sławomir Szmal.

Trener Michael Biegler 17 sekund przed końcową syreną poprosił o ostatnią przerwę w grze. Długo tłumaczył swoim podopiecznym, jak mają rozegrać swoją akcję. Kiedy wszyscy byli przekonani, że piłka ostatecznie trafi w ręce Karola Bieleckiego, kończącym akcję okazał się Robert Orzechowski. Chociaż rzucał z niesamowicie trudnej pozycji, w dodatku mocno naciskany przez Ivana Nikcevicia, udało mu się zmieścić piłkę między krótkim słupkiem a biodrem Darko Stanicia. A kiedy piłka załopotała w siatce i zabrzmiała końcowa syrena, na części trybun zajmowanej przez kibiców w biało-czerwonych barwach nastąpiła prawdziwa eksplozja radości. Podobnie zresztą jak wśród polskich zawodników i trenerów.

Doskonale w polskiej bramce spisał się Marcin Wichary. W 18. minucie zastąpił Sławomira Szmala i już w pierwszej połowie popisał się kilkoma świetnymi interwencjami, z których najważniejsza była obrona rzutu karnego wykonywanego przez Momira Ilicia. W drugiej części odbił jeszcze kilka bardzo ważnych piłek, po czym spokojnie usiadł na ławce rezerwowych, zwalniając miejsce między słupkami "Kasie".

Michał Kubisztal tym razem wyszedł w wyjściowym składzie jako środkowy rozgrywający. Niestety, już w szóstej minucie egzekwując rzut karny musiał uznać wyższość Darko Stanicia. A chwilę później został zmieniony przez Bartosza Jaszkę i oddelegowany tylko do defensywy. Co ciekawe, "Kubeł" zdobył dwa gole grając jako defensor. Po zmianie stron do swojego konta dopisał jeszcze jedno trafienie. Nade wszystko jednak doskonale spisywał się jako jeden z dwóch centralnych obrońców. Szczególnie w drugiej połowie to między innymi dzięki niemu Serbowie niemal zupełnie nie byli w stanie zdobywać goli rzutami z drugiej linii.

Adam Wiśniewski na listę strzelców tym razem wpisał się tylko raz, ale był jednym z kluczowych ogniw polskiej defensywy. To właśnie on indywidualnie pilnował Momira Ilicia, a po zmianie stron zawodników, którzy co pewien czas zmieniali się na środku rozegrania. Kamil Syprzak tym razem całe spotkanie obejrzał z perspektywy ławki rezerwowych.

Polska – Serbia 25:24 (11:13)
Polska: Szmal, Wichary – K. Lijewski 1, Wiśniewski 1, B. Jurecki 7, M. Jurecki 2, Grabarczyk, Kubisztal 3, Orzechowski 5, Jaszka 3, Bielecki 2, M. Lijewski 1.
Serbia: Stanić – Vujin, Nikcević 3, Toskić 2, M. Ilić 9, Prodanović 6, Vucković, Żelenović 2, Nenadić 1, Dragas, Stanković 1, Sesum.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza