wtorek, 20 listopada 2012

Niespodzianki nie było. Inea – Mon-Pol 77:42



Rutynowana ekipa z Poznania była zdecydowanym faworytem pojedynku z beniaminkiem pierwszej ligi. Płocczanki starały się jak mogły, ale niewiele miały do powiedzenia w konfrontacji z aktualnym wiceliderem. Chociaż trudno było marzyć o wygranej, wynik mógł być nieco niższy. Niestety, podopieczne trenerów Ireneusza Jasińskiego i Michała Mrówczyńskiego przespały drugą i czwartą kwartę, w których zdobyły łącznie zaledwie jedenaście punktów.

Pierwsze punkty padły łupem miejscowych, ale Mon-Pol szybko odrobił straty, a nawet objął niewielkie, jednopunktowe prowadzenie. Gdyby nie koszmarny brak skuteczności, płocczanki mogły prowadzić wyżej. Niestety, Inea spokojnie odrobiła stratę i ponownie wyszła na prowadzenie. Przyjezdne wprawdzie starały się dotrzymywać kroku poznaniankom, ale po pierwszych dziesięciu minutach to poznanianki cieszyły się z  niewielkiego prowadzenia.

Druga kwarta okazała się prawdziwą katastrofą. Powtórzył się scenariusz z meczu w  Olsztynie. Dziesięć strat, zaledwie jeden celny rzut na jedenaście oddanych z gry, przegranie zbiórek z obu tablic – wszystkie te elementy połączyły się w mało optymistyczną całość. Poznanianki skwapliwie wykorzystywały wszelkie błędy zawodniczek Mon-Polu, dzięki czemu schodziły na przerwę z dość wyraźną przewagą punktową.

W przerwie trenerzy Ireneusz Jasiński i Michał Mrówczyński nie bawili się w jakiekolwiek subtelności, ale w konkretnie wytłumaczyli swoim podopiecznym, że tak jak w drugiej kwarcie grać się po prostu nie da.
Reprymenda przyniosła właściwy efekt, bo druga połowa zaczęła się pod znakiem dużo bardziej uważnej gry płocczanek. Były szybkie ataki kończone celnymi rzutami, była ofiarna gra pod tablicami i walka o każdą piłkę. Strata powoli zaczynała maleć. Wprawdzie końcówka tej dziesięciominutówki należała ostatecznie do miejscowych, ale dwa punkty różnicy na korzyść murowanych faworytek to wynik, który dało się zaakceptować.

Ostatnia odsłona meczu zaczęła się podobnie jak trzecia. Niestety, tym razem płocczanki nie wykorzystały wszystkich swoich okazji i w 33 minucie przegrywały już dwudziestoma punktami. W tym momencie siadła psychika płockiego zespołu, który zupełnie przestał walczyć i oddał tę kwartę praktycznie „za darmo”.

Po tak kiepskim meczu trudno doszukiwać się jakichkolwiek pozytywów, ale warto zwrócić uwagę na kolejne double-double Sylwii Janas, która zapisała w swoich statystykach dziesięć punktów i trzynaście zbiórek.

Inea AZS Poznań – Mon-Pol Płock 77:42 (19:15, 17:5, 18:16, 23:6)
Inea: Durak 17, Marciniak 9, Skowronek 5, Idziorek 5,  Woźniak 3, Adamowicz 13, Telenga 12, Glinicka 5, Koperwas 4, Lewińska 2, Janikowska 2.
Mon-Pol: Szarzyńska 16, Janas 10, Maj 5, Krzysztofik 5, Domańska 2, Sikorska 4.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza