wtorek, 27 listopada 2012

I stała się ciemność. Orlen Wisła – Azoty 36:26

Fot. J. Stankowski
Spojrzeniafoto.pl
Mieliśmy duży respekt przed Puławami, bowiem grają niezły handball i są z każdym meczem coraz lepsi – mówił na pomeczowej konferencji prasowej trener Orlen Wisły Lars Walther. – Wciąż gramy zbyt indywidualnie w ataku i zbyt wolno w obronie, gdzie powinniśmy być szybsi na nogach. Wspomniane przez duńskiego szkoleniowca nafciarzy niedostatki nie przeszkodziły jednak gospodarzom w odniesieniu zdecydowanego zwycięstwa z trzecią drużyną PGNiG Superligi. Dziesięciobramkowa wygrana z Azotami doskonale oddaje różnicę klas dzielącą Orlen Wisłę i Vive Targi Kielce od pozostałych ekip grających w najwyższej klasie rozgrywkowej męskiego handballu w Polsce. Najdłużej komentowanym wydarzeniem w Orlen Arenie była jednak awaria oświetlenia, do której doszło w 47. minucie. Na szczęście w miarę szybko udało się usunąć usterkę i można było kontynuować mecz.
Mecz z Azotami nie rozpoczął się dla gospodarzy zbyt dobrze. Puławianie chwieli zrobić wszystko, aby udowodnić, że nie przez przypadek zajmują trzecie miejsce w tabeli PGNiG Superligi. To goście zdobyli pierwszą bramkę meczu, a później jeszcze kilka razy wychodzili na prowadzenie. Szczęście przyjezdnych skończyło się jednak, kiedy upłynął pierwszy kwadrans meczu. Azoty prowadziły już nawet trzema bramkami, ale gospodarze w końcu otrząsnęli się z apatii i zaczęli grać swoje. Przede wszystkim wzmocnili defensywę, co zaowocowało kilkoma błędami technicznymi puławian i przechwytami. Nafciarze wykorzystywali takie sytuacje bezlitośnie, biegając do kontrataków, które wykańczał przede wszystkim Petar Nenadić.

Osiem bramek z rzędu zdobytych przez Orlen Wisłę ustawiło przebieg gry w końcówce pierwszej części. „Ostatnie słowo” przed przerwą należało do Nenadicia, który popisał się atomowym rzutem z dziesięciu metrów w samo okienko puławskiej bramki. Kibice za ten wyczyn nagrodzili Serba gorącymi owacjami. A nafciarze na przerwę schodzili z czterobramkową przewagą.

Po zmianie stron gospodarze dość szybko odskoczyli na sześć oczek i wydawało się, że zaczynają przejmować pełną kontrolę nad wydarzeniami na boisku. Tymczasem zawodnicy z Puław zdołali zredukować swoją stratę do zaledwie dwóch oczek. Na szczęście końcówka meczu należała do gospodarzy, którzy narzucili Azotom swój styl gry, w dużej mierze oparty na niesamowitym przygotowaniu biegowym.

Zanim jednak kibice mogli cieszyć się z kolejnych bramek zdobywanych przez graczy Orlen Wisły, musieli uzbroić się w cierpliwość, bo w 47. minucie doszło do nietypowego zdarzenia. Nagle w Orlen Arenie zgasła część świateł. Okazało się, że doszło do zwarcia w stacji trafo obsługującej płocką halę. Usterka została jednak usunięta i można było dograć mecz do końca.

Ostre strzelanie w meczu z Azotami urządził sobie Petar Nenadić, który dziesięciokrotnie wpisywał się na listę strzelców. Niewiele gorsi od niego byli również Michał Kubisztal i Valentin Ghionea. W kilku sytuacjach można było odnieść wrażenie, że płoccy zawodnicy grali zbyt egoistycznie, ale były i takie sytuacje, że po dwójkowych czy trójkowych zagraniach płocczan ręce same składały się do oklasków.

Orlen Wisła Płock – Azoty Puławy 36:26 (17:13)
Orlen Wisła: Wichary, Sego – Kubisztal 7, Kavas 2, Ghionea 6, Toromanović 2, Nikcević 4, Nenadić 10, Ilies 1, Paczkowski 2, Eklemović, Twardo, Wiśniewski 2, Syprzak.
Azoty: Stęczniewski, Sokołowski, Grzybowski – Ćwikliński 5, Łyżwa 1, Kus 4, Szyba 2, Grzelak, Krajewski 5, Masłowski 3, Bałwas, Przybylski 4, Zinczuk, Tylutki 2.

Marcin Kurowski: Gratuluje Wiśle wygranej, chociaż może rozmiary tego zwycięstwa są zbyt wysokie, gdyż staraliśmy się walczyć i do pewnego momentu ten wynik oscylował wokół dwóch bramek (do momentu gdy zgasło światło). Grając z zespołem jak Wisła nie można pozwolić sobie na dłuższe przestoje w grze, a u nas to nastąpiło dwukrotnie. W pierwszej połowie Płock odskoczył na 4-6 bramek, udało to nam się zniwelować do bodajże dwóch. Następny przestój został już bezbłędnie wykorzystany przez Wisłę, która szybkimi kontrami ustaliła wynik meczu. Wydaje mi się, że naszą słabszą stroną dzisiaj był atak pozycyjny - zbyt dużo rzutów oddanych z nieprzygotowanych pozycji plus bardzo dobra postawa Marcina Wicharego w bramce sprawiły, że Płock miał możliwość kontrowania naszych poczynań. Dużo bramek Wisła zdobyła z ataku szybkiego – bezpośredniego lub pośredniego, z czym nie byliśmy sobie w stanie poradzić. Wisła w ataku dostała tylko jedną karę – świadczy to o tym, że zbyt mało graliśmy ataku wiążącego – płocczanie odrzucił nas od strefy i ciężko było nam zdobywać bramki.

Lars Walther: Jestem szczęśliwy z dzisiejszego zwycięstwa. Mieliśmy duży respekt przed Puławami, bowiem grają niezły handball i są z każdym meczem coraz lepsi. Mam podobne wrażenie, jak ostatni raz będąc na konferencji – wciąż gramy zbyt indywidualnie i za wolno w obronie, gdzie musimy być szybsi na nogach. Normalnym jest to, że po takim maratonie zawodnicy powoli zaczynają się czuć zmęczenie, ale musimy być skoncentrowani przez następne 3 tygodnie by grać swój handball i zakończyć ten rok tak, jakbyśmy sobie tego wszyscy życzyli. Dziękuję także człowiekowi, który zgasił światło bowiem potrzebowaliśmy tej przerwy. Po tej przerwie moi zawodnicy zaczęli grać spokojniej i ich dyspozycja wróciła do normalności. Duże słowa uznania należą się dzisiaj Marcinowi Wicharemu, który wykonał kawał dobrej roboty w bramce oraz Arturowi Góralowi, który ma niezłego nosa do stawiania na odpowiedniego bramkarza w danym dniu. Teraz przed nami mecz w Rosji, gdzie chcemy podtrzymać naszą dobrą passę i jedziemy tam po zwycięstwo.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza