sobota, 28 kwietnia 2012

Radość Libora. Katowice – Wisła 0:1

Drugie z rzędu zwycięstwo, tym razem na wyjeździe zanotowali piłkarze płockiej Wisły. Dzięki wygranej w Katowicach z tamtejszym GKS-em drużyna prowadzona przez trenera Libora Palę awansowała na trzynaste miejsce w tabeli i ma już 33 punkty. Do swego sobotniego rywala traci zaledwie jedno oczko. – Przez cały tydzień przygotowywaliśmy się specjalnie pod kątem tego meczu. Koniecznie chcieliśmy wywieźć z Katowic trzy punkty, dlatego tym razem zdecydowaliśmy się na destruktywną taktykę – powiedział na pomeczowej konferencji prasowej czeski trener nafciarzy. – Założenia taktyczne udało nam się zrealizować w stu procentach, dlatego jestem bardzo szczęśliwy.

Płocczanie mecz w Katowicach rozpoczęli w takim samym ustawieniu jak wygrane 3:1 spotkanie z Bogdanką Łęczna. Tym razem jednak nie kwapili się do  falowych ataków, ale skupili się na uważnej grze w defensywie.

W czwartej minucie nafciarzom dopisało szczęście, bo po świetnym strzale Jana Bielancina z 35 metrów piłka trafiła w poprzeczkę. Gospodarze wprawdzie częściej byli przy piłce, ale z ich optycznej przewagi niewiele wynikało. Bardzo uważnie grali w defensywie Artur Wyczałkowski i Piotr Petasz, a kiedy już któremuś z miejscowych udało się dojść do strzału, na posterunku był Krzysztof Kamiński.

Płocczanie po 20 minutach lekko otrząsnęli się z przewagi GKS-u i zaczęli szukać szczęścia pod bramką miejscowych. Na efekty nie trzeba było czekać zbyt długo. W 25. minucie Łukasz Nadolski zagrał do Kamila Bilińskiego, a najlepszy strzelec płockiego zespołu natychmiast uruchomił Mosarta Alvesa (na zdjęciu). Pozyskany zimą Brazylijczyk precyzyjnym uderzeniem z ośmiu metrów nie dał szans Witoldowi Sabeli.

Po zdobyciu gola nafciarze wcale nie zamierzali kurczowo trzymać się własnego przedpola, wychodząc ze słusznego założenia, że najlepszą obroną jest atak. Dlatego starali się jak najdłużej rozgrywać piłkę na połowie swoich przeciwników, dając tym samym chwile niezwykle cennego wytchnienia swoim defensorom. Dzięki temu do końca pierwszej połowy wynik nie uległ już zmianie.

W drugiej części gry to Wisła zaczęła uzyskiwać nieznaczną przewagę. W 59. minucie bramkarz miejscowych usiłował zatrzymać atak Kamila Bilińskiego. A że interweniował ręką poza polem karnym, arbiter bez chwili zastanowienia pokazał mu czerwoną kartkę.

Gospodarze nie zamierzali jednak rezygnować z walki o chociaż jeden punkt, dzięki czemu kibice nie mogli narzekać na brak emocji. Na szczęście chociaż katowiczanom nie można było odmówic ambicji, to precyzja nie była tym razem ich najmocniejszą stroną. A płocczanie spokojnie kontrolując przebieg wydarzeń na placu gry, dotrwali do ostatniego gwizdka sędziego z jednobramkowym prowadzeniem.

Po raz kolejny z dobrej strony pokazał się Kamil Biliński. Chociaż nie zdobył żadnego gola, mocno absorbował defensywę katowickiego zespołu. On również asystował przy bramce Mosarta Alvesa. A Brazylijczyk znowu udowodnił, że słowa Libora Pali, który twierdził, że Mosart obdarzony jest nietuzinkowymi umiejętnościami, nie są wcale przesadzone.

GKS Katowice – Wisła Płock 0:1 (0:1)
Bramka: Alves (25.)
GKS: Sabela – Szymura, Gierczak (46. Chwalibogowski), Hołota, Beliancin, Zachara, Sobotka, Chmiel, Farkas, Kamiński, Pitry
Wisła: Kamiński – Jakubowski, Wyczałkowski, Radić, Petasz – Sekulski (70. Hiszpański), Zembrowski, Nadolski, Ricardinho – Alves (80. Zagurskas), Biliński (68. Daniel)
Żółte kartki: Sobotka (GKS) oraz Biliński, Alves, Jakubowski, Zagurskas (Wisła)
Czerwona kartka: Sabela (GKS)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza