niedziela, 18 marca 2012

Godne pożegnanie z Europą. THW – Orlen Wisła 27:24

Sprawdziły się słowa Adama Wiśniewskiego i Michała Kubisztala, który po pierwszym meczu z THW Kiel zapowiadali, że zrobią wszystko, aby w Niemczech ponieść porażkę jak najmniejszą różnicą bramek. Kilończycy we własnej hali byli lepsi od ekipy prowadzonej przez trenera Larsa Walthera, ale porażka różnicą trzech bramek na pewno ujmy nafciarzom nie przynosi. Powodem do poważnego zmartwienia, szczególnie w kontekście rozpoczynającej się niebawem fazy play-off oraz kwietniowego Final Four Pucharu Polski, może być kontuzja, której doznał w drugiej połowie Christian Spanne.


Chociaż to płocczanie zdobyli pierwsze dwa gole, jednak zawodnicy z Kiel bardzo szybko sprowadzili ich na ziemię, trafiając cztery razy z rzędu. Zawodnicy Orlen Wisły nie zamierzali się jednak poddawać. Robili wszystko, aby osiągnąć w miarę honorowy rezultat. Twarda gra w defensywie, świetnie spisujący się w bramce (który to już raz) Marcin Wichary, „odrodzony” Michał Kubisztal, któremu w odpowiednim momencie chwilę wytchnienia zapewnił Michał Zołoteńko, mocno walczący na kole Muhamed Toromanović – to wszystko chcielibyśmy oglądać nie tylko przy okazji meczu, którym Orlen Wisła żegnała się z Velux Ligą Mistrzów w sezonie 2011/2012.

Niestety, po raz kolejny w ekipie rywala znalazł się „kat”, który bezlitośnie raził płocką ekipę rzutami z drugiej linii, z koła i z rzutów karnych. Tym razem w tej roli wystąpił zdobywca ośmiu bramek Momir Ilić. Jednak największym zmartwieniem trenera Larsa Walthera na pewno nie jest świetna dyspozycja strzelecka wicemistrza Europy.

Duński szkoleniowiec nafciarzy w wyjazdowym spotkaniu z THW Kiel musiał wykazać się niemałymi umiejętnościami dostosowywania się do wydarzeń na placu gry. Najpierw musiał wymyślić nowe ustawienie, kiedy boisko opuścił kontuzjowany Christian Spanne. Okazało się, że „fałszywym” prawoskrzydłowym został Muhamed Toromanović, a na koło powędrował Kamil Syprzak. Faktycznie można było łatwo zauważyć, że Orlen Wisła gra na dwa koła, bo Tore niemal przy każdej akcji zabiegał ze skrzydła na swoją nominalną pozycję.

Niestety, ten manewr został powtórzony tylko kilka razy, ponieważ Tore po raz trzeci powędrował na ławkę kar, co było równoznaczne z czerwoną kartką z gradacji. Trzeba było więc po raz kolejny „remontować” ustawienie w ofensywie. Tym razem na prawe skrzydło powędrował Bostjan Kavas, a jego miejsce na prawym rozegraniu zajął Adam Twardo. I co ciekawe, mimo takich roszad nafciarze do końcowej syreny trzymali się całkiem nieźle, przegrywając różnicą zaledwie trzech bramek. 

Pożegnanie z Velux Ligą Mistrzów wypadło więc dla płocczan zupełnie przyzwoicie. Teraz jednak należy już myśleć o zbliżającej się fazie play-off PGNiG Superligi. A przede wszystkim o tym, co zrobić, jeśli kontuzja Christiana Spanne okaże się na tyle poważna, że będzie on musiał pauzować dłużej niż tydzień, a do gry nie będzie mógł jeszcze wrócić Paweł Paczkowski, jedyny obecnie gracz, który mógłby zagrać z powodzeniem na prawym skrzydle.

THW Kiel – Orlen Wisła Płock 27:24 (15:10)
THW: Omeyer, Palicka – Anderson 4, Ahlm, Zeitz 2, Narcisse 2, Ilić 8, Klein, Dragicević 4, Lundstrom 2, Palmarson 1, Jicha 4.

Orlen Wisła: Wichary, Dudek – Eklemović 2, Spanne 2, Wiśniewski, Kubisztal 7, Kavas 3, Toromanović 4, Backstrom 1, Zołoteńko 3, Dobelsek 2, Syprzak.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza