sobota, 5 listopada 2011

Pechowa porażka z Piastem

Jeszcze w 88. minucie meczu na nowo otwartym stadionie w Gliwicach Wisła prowadziła z miejscowym Piastem 1:0 i wydawało się, że ma szansę na wywiezienie z gorącego terenu trzech punktów. Niestety, tuż przed upływem regulaminowego czasu gry gospodarze zdołali doprowadzić do wyrównania. Jakby tego było mało, w doliczonym czasie miejscowi zdobyli jeszcze jednego gola i to oni mogli cieszyć się ze zwycięstwa i zdobycia pełnej puli punktowej. Płocczanie zasłużyli jednak na słowa uznania, bo rozegrali kolejne dobre spotkanie, a w ich poczynaniach widać zupełnie inną jakość niż jeszcze kilka tygodni temu.
Do pierwszego składu Wisły wrócili Ariel Jakubowski i Jacek Góralski, którzy nie zagrali w Poznaniu przeciwko tamtejszej Warcie, pauzując za nadmiar żółtych kartek. W wyjściowej jedenastce zabrakło tymczasem Matara Gueye i Eivinasa Zagurskasa, którzy narzekali na drobne urazy.

Na gliwickim stadionie panowała atmosfera wielkiego święta. Przed pierwszym gwizdkiem był czas na przemówienia zaproszonych gości i uroczyste otwarcie obiektu. - Możemy tylko pozazdrościć tylko takiego stadionu bogatym Gliwicom - relacjonował swoje wrażenia czeski trener Wisły Libor Pala.

Gdy w końcu rozpoczął się mecz, Wisła niemal natychmiast ruszyła do przodu. Niestety, po zagraniu Joao Paulo Daniela Łukasz Sekulski wdał się w niepotrzebny drybling i stracił piłkę w tej pierwszej akcji meczu.

Gospodarze odpowiedzieli dwoma atakami, ale po pierwszym Tomasz Podgórski strzelił bardzo niecelnie, a po drugim Krzysztof Kamiński doskonale uprzedził Wojciecha Kędziorę.

Później boisko opanowali przyjezdni i to oni dyktowali warunki gry. Bardzo widoczny był Łukasz Sekulski, ale w większości sytuacji brakowało mu albo odrobiny szczęścia albo nieco precyzji. Kilka razy nieźle pokazał się Ricardinho (na zdjęciu). Co ciekawe, Brazylijczyk nie tylko szukał gry pod bramką rywali ale parę razy zdołał przechwycić piłkę zagrywaną przez gliwiczan. Aktywność byłego gracza Bogdanki Łęczna została nagrodzona w 31. minucie. Damian Jaroń zagrał do Jacka Góralskiego, który odegrał piłkę Danielowi, a ten fantastycznym podaniem obsłużył niepilnowanego Ricardinho. Brazylijczyk z zimną krwią pokonał bramkarza miejscowych w sytuacji sam na sam i przyjezdni objęli tyleż zaskakujące, co w pełni zasłużone prowadzenie.

Po stracie bramki gospodarze spróbowali ruszyć do przodu, ale płocka defensywa spisywała się bez zarzutu, a nawet jeśli zdarzył się jej jakiś błąd, na posterunku był doskonale dysponowany Krzysztof Kamiński.

Po zmianie stron gospodarze zaczęli częściej nękać płockiego bramkarza, ten jednak grał jak natchniony. Ostoją defensywy był tym razem Łukasz Nadolski, który wielokrotnie powstrzymywał szarże gliwiczan. A kiedy nadarzała się okazja, płocczanie próbowali wyprowadzać kontrataki. Niestety, skuteczność nie była ich najmocniejszą bronią.

Czas jednak płynął, a w poczynania miejscowych powoli zaczynało wdzierać się zdenerwowanie. Wygrana Wisły na nowym obiekcie wydawała się coraz bardziej realna. Niestety, w 89. minucie Tomasz Podgórski zdecydował się na strzał z 11 metrów, piłka odbiła się od jednego z graczy i kompletnie zmyliła Krzysztofa Kamińskiego.

Chwilę później okazało się, że sędzie do regulaminowego czasu gry doliczył aż pięć minut. Niestety, prezent od arbitra doskonale wykorzystali miejscowi. Adrian Klepczyński dopadł do piłki po dośrodkowaniu z rzutu rożnego i ustalił w ten sposób wynik meczu. 

- Chcieliśmy pomęczyć stoperów pressingiem, tak by popełnili błąd i w pierwszej połowie nam się to udało - powiedział po meczu trener nafciarzy Libor Pala. - Nie pomogła nam w ogóle ławka, ta obrona była już tak przeciążona, że pękła. To jest normalne i nie mogę być zirytowany na swoich zawodników. Bo ta obrona dała życie. Z drugiej strony, gdybyśmy wygrali, to prezesi byliby bardzo zadowoleni i myśleliby, że mamy bardzo dobry skład, a my nie mamy ławki. Grać może siedmiu – ośmiu ludzi, a dziewiąty, jedenasty już z trudami, a co dopiero ci z ławki. W zimie musimy zrobić rewolucję kadrową, jeśli chcemy się utrzymać. Z jednej szkody szkoda punktów, szkoda pieniędzy za premię, ale z drugiej strony musimy popatrzeć w lustro. Nie jest wesoło. Z tych zawodników co mamy wyciągamy maksa, więcej się już nie da.  Hiszpańskiego dzisiaj dałem na skrzydło i nie zagrał tego co tydzień temu, ale jest z niego dobry materiał.

- Dzisiaj poczuliśmy co znaczy swój stadion i doping od rozgrzewki do 99 minuty - powiedział tymczasem trener gliwiczan Marcin Brosz. -  Wymarzona inauguracja, gdyby nie doping tysięcy ludzi schodzilibyśmy z boiska ze spuszczonymi głowami.   


Piast Gliwice – Wisła Płock 2:1 (0:1)
Bramki: Podgórski (89.) i Klepczyński (90.) dla Piasta oraz Ricardinho (31.) dla Wisły
Piast: Trela – Paulauskas, Klepczyński, Buryan (59. Zganiacz), Bodzioch – Cicman, Matras, Podgórski, Urban – Fernandez (78. Bzdęga), Kędziora (59. Świątek)
Wisła: K. Kamiński – Jakubowski, Wyczałkowski, Nadolski, Jaroń – Hiszpański (34. Biliński), Góralski (87. Sekulski), Zembrowski, Ricardinho (61. P. Kamiński) – Sekulski, Daniel
Żółte kartki: Zembrowski, P. Kamiński.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza