niedziela, 18 września 2011

Z liderem lepiej niż z Kolejarzem, ale znowu do tyłu. Bogdanka - Wisła 2:1

Piłkarze płockiej Wisły ponieśli drugą porażkę z rzędu. Tym razem ekipa prowadzona od niedawna przez czeskiego trenera Libora Palę musiała w Łęcznej uznać wyższość tamtejszej Bogdanki. Trenerskim nosem wykazał się tymczasem Piotr Rzepka. Szkoleniowiec gospodarzy desygnował do gry w pierwszym składzie Tomasa Pesira, który tydzień temu w przegranym meczu z Zawiszą (2:3 w Bydgoszczy) wszedł na plac gry dopiero po godzinie. Tym razem pojawił się w wyjściowym składzie i to on już w pierwszej połowie zdobył oba gole dla miejscowych. Przegrywający 0:2 płocczanie ambitnie starali się gonić wynik, ale udało im się zdobyć tylko jedną bramkę. Chociaż Wisła zagrała o zdecydowanie lepiej niż w meczu z Kolejarzem Stróże w Płocku, ponownie musiała przełknąć gorycz porażki. Nafciarze spadli na dwunaste miejsce, a od strefy spadkowej dzielą ich już tylko trzy punkty.



Mecz zaczął się od ofensywnych popisów graczy z Brazylii. Najpierw groźnie strzelał Nildo z Bogdanki, a za chwilę Ricardinho. W pierwszym przypadku piłka przeleciała obok słupka, w drugim dobrze interweniował Sergiusz Prusak. Gdy w piątej minucie w idealnej sytuacji znalazł się Łukasz Sekulski, sędzia orzekł, że płocczanin był na spalonym.

W pierwszym kwadransie meczu nieznaczną przewagę mieli gospodarze, ale dobrze spisywała się płocka defensywa. Szczególnie podobać się mógł Jacek Góralski, który przerwał kilka groźnie zapowiadających się akcji Bogdanki. Niestety, w 15. minucie – po faulu Bartłomieja Sielewskiego w środku pola Michał Zuber doskonale zagrał z rzutu wolnego w pole karne, a Tomasowi Pesirowi nie pozostało nic innego niż ulokować piłkę w siatce.

Płocczanie na stratę gola zareagowali bardzo agresywnym przeniesieniem gry na przedpole rywala. Mocno szarpali Ariel Jakubowski, Patryk Kamiński, Jacek Góralski i Ricardinho. Niestety, wciąż bez efektu. Kiedy wydawało się, że tak mocny napór nafciarzy musi przynieść jakieś wymierne efekty, gospodarze spróbowali przenieść ciężar gry pod bramkę Wisły. Miejscowi zdołali wywalczyć rzut wolny. Po dośrodkowaniu Wojciecha Łuczaka celną główką popisał się ponownie Tomas Pesir i zrobiło się już 2:0.

Tym razem dojście do siebie zajęło płocczanom nieco czasu. W końcu jednak nafciarze zdołali wyprowadzić akcję, którą – po świetnym podaniu Matara Gueye – wykończył Łukasz Nadolski. Aby wywieźć z Łęcznej co najmniej remis, płocczanie mieli więc 55 minut.

Cała druga połowa upłynęła pod znakiem mniejszej lub większej przewagi przyjezdnych. Cóż jednak z tego, skoro nie potrafili oni wykorzystać żadnej z wielu stworzonych przez siebie sytuacji?

Z biegiem czasu gracze Bogdanki coraz głębiej cofali się na swoje przedpole. Płocczanie nie zdołali jednak doprowadzić chociażby do wyrównania. Zagrali lepiej niż z Kolejarzem Stróże, ale nie zdołali zdobyć chociażby jednego punktu. A w sobotę 24 września o 18.30 przyjdzie podopiecznym trenera Libora Pali zmierzyć się na swoim boisku z GKS-em Katowice, który przed sezonem miał mocarstwowe plany, a teraz znajduje się w strefie spadkowej. Na pewno nie będzie to łatwe spotkanie, bo Gieksa będzie w Płocku szukała okazji do przełamania złej passy.

Bogdanka Łęczna Wisła Płock 2:1 (2:1)

Sędziował: Złotek (Stalowa Wola)
Bramki: Pesir 2 (15. i 25.) dla Bogdanki oraz Nadolski (36.) dla Wisły
Bogdanka: Prusak - Sołdecki, 5. Wallace, Nikitović, Pielorz - Zuber (62. Kusiak), Bartoszewicz, Łuczak, Pesir (90. Jhonatan), Renusz (65. Oziemczuk) - Nildo.
Wisła: K. Kamiński - Pielak, Nadolski, Wyczałkowski, Jakubowski – P. Kamiński (53. Jaroń), Sielewski, Góralski, Guèye (59. Daniel), Ricardinho - Sekulski (56. Biliński).
Żółte kartki: Kusiak (Bogdanka) oraz Sielewski, Jakubowski, Ricardinho i Wyczałkowski (Wisła).

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza