sobota, 14 maja 2011

Śpiewać (nie) każdy może. Porażka Wisły z Nadarzynem

Wisła Płock przegrała u siebie z GLKS Nadarzyn 0:1 po bramce Emila Rembiejewskiego w 47. minucie. Ekipie z Nadarzyna nie spieszyło się do drugiej ligi. Teraz po sensacyjnym zwycięstwie pół amatorów w Płocku trener gości Tomasz Matuszewski stwierdził, że nie po to awansowali by spadać. Nadarzyn raczej nie spadnie, a Wisła.. wciąż ma kiepskie szanse na awans. Trzeba zaczynać robotę od nowa. Płocczanie nie wygrali drugiego z kolei meczu. 
W sobotnie popołudnie trudno było uwierzyć w profesjonalizm piłkarzy z Płocka. Nadarzyn to klub, który nie ma nawet własnego stadionu spełniającego wymogi drugoligowe! W Polsce miejscowość znana jest raczej z tenisa stołowego na bardzo wysokim poziomie. Płoccy zawodowcy powinni chyba jeszcze raz przemyśleć swój profesjonalizm, bo wyraźnie było widać, jak zlekceważyli rywali, którzy, mimo słabszych umiejętności, bardzo często wyprzedzali ich w drodze do piłki. Za ostrą robotę płocczanie wzięli się za późno. Jak jeszcze prześpią kilka meczów to rzeczywiście prezesowi Krzysztofowi Dmoszyńskiemu, by wziąć rewanż, który zmazałby tę plamę, jaką była sobotnia porażka u siebie z "ping-pongową" drużyną, zostanie założyć sekcję ping-ponga, która być może za kilka lat skarciłaby w podobny sposób tenisowych profesjonalistów z Nadarzyna. Taki kibicowski zespół tenisa stołowego jest już w Pogoni Szczecin, w której też swojego czasu pracował popularny Dmo i która też ma dziś problemy z awansem do wyższej klasy rozgrywkowej, a nawet musi uważać by nie spaść.

Ale, dość złośliwości. Co dziwne, a budujące, mimo porażki z półamatorami, płoccy kibice nie odwrócili się od piłkarzy, czego dali wyraz przyjaznymi okrzykami pod ich adresem po zakończeniu meczu. 

Na pomeczowej konferencji prasowej trener Mieczysław Broniszewski przepraszał za fatalną postawę swoich podopiecznych. Jedynym pocieszeniem dla płockiego szkoleniowca i jego podopiecznych mogą być wyniki, które na własnych boiskach zanotowali najbliżsi sąsiedzi Wisły z drugoligowej tabeli. Olimpia Elbląg zremisowała u siebie 0:0 ze Stalą Stalowa Wola, a Świt Nowy Dwór zanotował remis 1:1 z Resovią.


Olimpia Elbląg ma nad Wisłą już dwa punkty przewagi, zaś Świt Nowy Dwór traci do Nafciarzy tylko jedno oczko. Prowadzący w tabeli Okocimski Brzesko ma o trzy punkty więcej niż nafciarze, ale jutro rozegra swój mecz z Motorem Lublin i może zwiększyć przewagę.  Najbliżsi rywale Wisły potracili punkty. A nasi zamiast wykorzystać nadarzającą się okazję i wyjść na drugie miejsce w tabeli, zagrali wręcz katastrofalnie. Kto wie, czy druga minuta po przerwie meczu Wisły z Nadarzynem nie okaże się najważniejsza w całym sezonie?

Właśnie w 47. minucie katastrofalny błąd popełnił Mateusz Pielak, zagrywając wprost pod nogi Emila Rembiejewskiego. Ten nie mógł nie wykorzystać takiego prezentu i plasowanym strzałem z prawego rogu pola karnego zmusił do kapitulacji Krzysztofa Kamińskiego.

Młody bramkarz Wisły, który kilka dni temu mógł cieszyć się z powołania na konsultacje młodzieżowej reprezentacji Polski, był jednym z nielicznych graczy gospodarzy, do których trudno byłoby mieć większe pretensje za sobotni występ. Drugim, który starał się coś zmienić, był Artur Wyczałkowski. I on jednak niewiele był w stanie zmienić w obrazie tego kiepskiego widowiska.

Pozostali gracze tymczasem zagrali zdecydowanie poniżej oczekiwań. Fatalną skuteczność zaprezentował Kamil Biliński, który kilka razy był sam przed bramkarzem, a nie potrafił tego wykorzystać. Ciężko zrozumieć, dlaczego dwukrotnie usiłował strzelać głową, chociaż aż prosiło się, aby pozwolić piłce odbić się od ziemi i uderzyć nogą przy słupku.

Wisła, która w pojedynku z GLKS-em miała udowodnić, że wyjazdowa porażka z Resovią była jedynie wypadkiem przy pracy, dała raczej argumenty tym, którzy przekonują, że ekipę prowadzoną przez trenera Mieczysława Broniszewskiego dopadł kryzys. Bez względu na to, kto okaże się mieć rację, trzeba zrobić wszystko, aby znowu zacząć wygrywać. Tabela jest na tyle płaska, że awans wciąż jeszcze jest możliwy. Ale aby myśleć o grze w pierwszej lidze, nafciarze muszą wygrać wszystkie mecze, które pozostały jej do rozegrania w tym sezonie.

Kibice z tzw. piekiełka od początku meczu w całkowitym milczeniu przyglądali się grze obu zespołów, wyrażając w ten sposób swój protest. Dlatego na początku meczu, kiedy ciszę przerwał dający się słyszeć z jednej z trybun niezbyt trzeźwy okrzyk "Kto wygra mecz - Wisłaaaaaaa", mocno zwrócił na siebie uwagę. Autor okrzyku szybko został "skasowany" przez ochroniarzy. Okazało się, że hasło Jerzego Stuhra "Śpiewać każdy może" w naszych realiach jest nie do końca prawdziwe.

Około 80. minuty meczu na trybunach dało się słyszeć "Piłka nożna dla kibiców" oraz hasło dotyczące stosunku kibiców z piekiełka do Polskiego Związku Piłki Nożnej. Oglądający mecz tłumaczyli, że nie dopingowali swego zespołu, bo włączyli się do ogólnopolskiego protestu przeciwko polityce Donalda Tuska względem kibiców i przeciw zamykaniu stadionów.

Wisła Płock – GLKS Nadarzyn 0:1
Bramka:
Rembiejewski 47.
Wisła: Kamiński – Nadolski, Wyczałkowski, Kursa, Pielak (85. Sekulski) – Lewandowski (62. Wiśniewski), Gueye (79. Zabłocki), Nowacki, Adamczyk (62. Sing), Jaroń – Biliński
GLKS: Łykowski – Cegliński, Centkowski (46. Ambroziak), Sala, Dynarek – Grajek, Charzewski, Zaniewski (91. J.Wojtczak) , M. Wojtczak , Rembiejewski (68. Wrzesiński, 92. Sielski) – Goliński
Żółte kartki: Wyczałkowski i Sing (Wisła) oraz Charzewski i Wrzesiński (GLKS).

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza