sobota, 21 kwietnia 2012

To była demolka. Orlen Wisła – MMTS 42:19

Kibice z Kwidzyna po sobotnim pogromie MMTS-u w Orlen Arenie mają dwa powody do zadowolenia. Pierwszy, że ich ulubieni piłkarze nie dadzą chyba rady zagrać jeszcze gorzej. Drugi – za wygranie różnicą ponad 20 bramek gospodarze nie dostaną bonusowego punktu. Podopieczni trenera Larsa Walthera rozegrali jedno z najlepszych spotkań w tym sezonie, udowadniając, że wysoka porażka w finale Pucharu Polski może być potraktowana jako wypadek przy pracy. Wygrana różnicą aż 23 bramek nie oznacza jednak, że przed niedzielnym pojedynkiem nafciarze z góry mogą się czuć zwycięzcami. 
Po wysokiej porażce w finale Pucharu Polski mieliśmy sobie wielką sportową złość. I właśnie tę złość przekuliśmy w doskonałą grę w meczu z Kwidzynem. Co nie zmienia mojego dotychczasowego zdania, że MMTS gra bardzo ładną i efektowną piłkę ręczną – mówił na pomeczowej konferencji prasowej trener Lars Walther. – Wygraliśmy wysoko i efektownie, ale przed niedzielą musimy zresetować głowy i jutro wyjść na boisko maksymalnie skoncentrowani. Oczywiście, mimo pokonania gości tak wielką różnicą bramek, uważam, że są pewne elementy w naszej grze można jeszcze poprawić.

Chociaż zaczęło się od prowadzenia gości, wszystko błyskawicznie wróciło do normy. Nafciarze w dziewiątej minucie po raz pierwszy wyszli na prowadzenie, którego nie oddali już do końcowej syreny. MMTS w miarę wyrównany opór starał się stawiać do 20. minuty.

Końcówka pierwszej połowy była jednak teatrem jednego aktora. Płocczanie zdobyli osiem goli, stracili jednego i w tym momencie losy meczu zostały praktycznie rozstrzygnięte. Tym bardziej, że Marcin Wichary bronił jak w transie, a płocka defensywa była nieprawdopodobnie skuteczna. Siłą MMTS-u miały być zabójcze kontrataki, tymczasem  to Orlen Wisła zdobyła w ten sposób mnóstwo bramek. Głównie za sprawą Adama Wiśniewskiego i Christiana Spanne.

Po zmianie stron trener Lars Walther pozwolił sobie na kilka eksperymentów, dając szansę tym graczom, którzy dotychczas nie mieli zbyt wielu okazji do zaprezentowania swoich umiejętności w meczach o takim ciężarze gatunkowym. Na pewno duński szkoleniowiec nafciarzy może cieszyć się, że do formy wraca Piotr Chrapkowski, który zdobył dwie niezwykle efektowne bramki, ale udowodnił, że o piłkę potrafi walczyć również w parterze. Bardzo dobrze radził sobie również Paweł Paczkowski, który zdobył dwa gole, kiedy płocczanie grali w podwójnym osłabieniu, popisał się też efektowną wkrętką z prawego skrzydła. W pewnym momencie na środku rozegrania pojawił się Joakim Backstrom i poradził sobie zupełnie przyzwoicie w nietypowej dla niego roli.

Najbardziej dramatyczny moment meczu miał miejsce w piątej minucie, kiedy kontuzji doznał jeden z arbitrów i trzeba było na chwilę przerwać grę, aby udzielić mu pomocy. Na szczęście dzięki interwencji płockich służb medycznych można było kontynuować zawody.

Chociaż w fazie play-off wysokość wygranej nie ma żadnego znaczenia, jednak na pewno psychiczna przewaga po sobotnim pogromie leżeć będzie po stronie płocczan. Oby w niedzielę mogli dopisać sobie kolejną wygraną.

Orlen Wisła Płock – MMTS Kwidzyn 42:19 (18:10)
Orlen Wisła: Wichary, Seier – Kwiatkowski, Eklemović 2, Spanne 9, Wiśniewski 7, Kubisztal 4, Kavas 4, Twardo 2, Toromanović, Dobelsek 4, Paczkowski 4, Syprzak 2, Backstrom 1, Chrapkowski 2, Gomółka 1.
MMTS: Suchowicz, Szczecina – Krieger, Mroczkowski 1, Orzechowski 1, Peret, Rosiak, Seroka 2, Łangowski, Waszkiewicz 4, Kostrzewa 1, Adamuszek 3, Daszek 2, Sadowski 2, Pacześny 2, Nogowski 1.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza