sobota, 1 października 2011

Pokonali rywala i własne słabości. Orlen Wisła Płock – HCM Constanta 30:29

Fot. T.Miecznik/PortalPłock
Dwanaście sekund do końca meczu. Do rzutu karnego przymierza się Michał Kubisztal. Na świetlnej tablicy remis 29:29. „Kubeł” wytrzymuje wojnę nerwów z rumuńskim bramkarzem i zdobywa trzydziestego gola dla nafciarzy. Kilka sekund później jest jeszcze rzut rozpaczy Alexandru Stamate, ale wynik już się nie zmienia. Podopieczni trenera Larsa Walthera wygrywają mecz i zdobywają pierwsze dwa punkty w Lidze Mistrzów w sezonie 2011/2012. A przecież jeszcze trzy i pół minuty przed końcową syreną to przyjezdni prowadzili 29:25. Jeżeli ktoś do tej pory sądził, że cudów nie ma, powinien jak najszybciej zmienić zdanie.




Płoccy szczypiorniści po pierwszych kolejkach PGNiG Superligi narzekali, że żaden z przeciwników nie jest w stanie postawić im na tyle mocnych warunków gry, aby walczyć z nim bramka za bramkę. Ta sztuka udała się dopiero Azotom, które w Puławach wyszarpały remis z nafciarzami. Okazało się, że tego właśnie trzeba było ekipie prowadzonej przez trenera Larsa Walthera. Płocczanie przekonali się bowiem, jak ciężko gra się pod presją, kiedy losy końcowego rezultatu ważą się do ostatnich sekund.

Wbrew pozorom jednak to nie brak meczów „na styku” był najpoważniejszym problemem trapiącym trenera Larsa Walthera, ale plaga kontuzji, która dopadła jego podopiecznych. Vukasin Rajković, który po wielomiesięcznej rehabilitacji zaczynał wracać do dobrej formy, przeciążył drugie kolano i niezbędna była operacja. Niezdolni do gry byli również Michał Zołoteńko i Adam Twardo. Na kilka dni z treningów wyłączeni zostali Luka Dobelsek, Zbigniew Kwiatkowski i Kamil Syprzak. Na dobrą sprawę każdy z nich pojawił się na boisku wyłącznie na własną prośbę. Naprzeciwko nafciarzy tymczasem stanął zespół, w którym gra aż 12 reprezentantów Rumunii, uzupełnionych kilkoma obcokrajowcami.

Płocczanie nie zamierzali jednak przejmować się trapiącymi ich problemami. To oni starali się dyktować warunki gry. I udawało im się to do 17. minuty, w której prowadzili 10:7. Niestety, końcówka pierwszej połowy należała do gości, wśród których nie do zatrzymania był przede wszystkim mierzący 208 centymetrów wieżowiec Alexandru Stamate. Gdy zabrzmiała syrena oznaczająca koniec pierwszej części gry, przyjezdni prowadzili różnicą dwóch bramek. Mogło być gorzej, ale na szczęście ostatniego gola tej części gry zdobył Joakim Backstrom, dobijając piłkę po rzucie Bostjana Kawasa.

– Po raz kolejny w tym sezonie zdarzył nam się przestój w grze. O ile jednak w Superlidze coś takiego zazwyczaj uchodziło nam na sucho, w Lidze Mistrzów nie można sobie na to pozwolić – przyznał po meczu Michał Kubisztal. – Na tym poziomie każda strata piłki może mieć dla nas fatalne konsekwencje.

Po zmianie stron gospodarze zaczęli grać mocniej w defensywie, a Rumuni popełnili kilka błędów technicznych. Dzięki temu po dziesięciu minutach Orlen Wisła zdołała doprowadzić do remisu. Niestety, goście ponownie odskoczyli, wykorzystując błędy płocczan w ataku. Po raz kolejny do końca meczu nie dograł Muhamed Toromanović, który w 54. minucie po raz trzeci został odesłany na ławkę kar, co było jednoznaczne z czerwoną kartką z gradacji.

Chwilę później Alexandru Stamate posłał potężną bombę z dziesięciu metrów i było już 23:27. W tym momencie trener Lars Walther nakazał Christianowi Spanne indywidualne zaopiekowanie się rumuńskim gigantem. Norweg ze swej roli wywiązał się doskonale, bo Stamate bramki nie zdobył już do końca meczu. Kiedy jednak niespełna cztery minuty przed końcem Rumuni prowadzili czterema golami, część kibiców zaczęła tracić wiarę w końcowy sukces. Na szczęście płoccy zawodnicy udowodnili, że potrafią walczyć do końca, a w dodatku mają nerwy ze stali.

Przyjezdni, przyzwyczajeni, że Stamate kończy niemal każdą ich akcję, zupełnie nie wiedzieli, jak rozgrywać swoje ataki. Raz po raz tracili piłkę w płockiej strefie obronnej. A nafciarze bezwzględnie wykorzystywali wszystkie kontry. Jeśli nie zdobywali bramek bezpośrednio po nich, trafiali z rzutów karnych. Gościom nie pomogła nawet przerwa w grze, o którą poprosił trener Ion Craciun. Kilkadziesiąt sekund przed końcem do wyrównania doprowadził Christian Spanne. Piłkę mieli Rumuni, ale zbyt szybko chcieli rozegrać akcję i stracili piłkę. A gospodarze natychmiast ruszyli do kontrataku. George Buricea nie widział innego sposobu powstrzymania akcji, niż faul. Sędziowie ukarali go czerwoną kartką, pokazując na siódmy metr od bramki.

Dwanaście sekund przed końcową syreną Michał Kubisztal z zimną krwią ulokował piłkę w siatce i po chwili Orlen Arena eksplodowała dziką wręcz radością. – Nie bałem się odpowiedzialności za ten rzut. Nie było czasu na myślenie o tym, co się stanie, jeśli nie trafię. Wziąłem piłkę w rękę, spojrzałem, gdzie można rzucić, zamknąłem oczy i rzuciłem. Piłka wpadła do siatki – opowiadał po meczu Michał Kubisztal. – Nie czuję się jednak bohaterem, bo na takie miano zasłużyła cała drużyna.

Trudno nie zgodzić się z opinią „Kubła”. Zdecydowanie najlepsi w Orlen Wiśle byli Michał Kubisztal i Bostjan Kawas. Jednak każdy z graczy dołożył swoją mniejszą lub większą cegiełkę do zdobycia dwóch punktów w meczu z Constantą. Nawet ci, którzy popełnili kilka poważnych błędów, odkupywali swoje winy innymi zagraniami. Przykładem chociażby Adam Wiśniewski, który kilka razy wprawdzie fatalnie przestrzelił, ale w końcówce meczu wyprowadził cudowną dwójkową kontrę z Bostjanem Kavasem, zakończoną celnym rzutem tego drugiego.

Kolejnym rywalem Orlen Wisły będzie Cimos Koper, który w pierwszej kolejce uległ w Skopje tamtejszemu Metalurgowi 23:28, przegrywając do przerwy 7:15. We własnej hali Słoweńcy będą jednak bardzo groźni. Co nie oznacza, że nafciarze nie mogą powalczyć z nimi o korzystny rezultat. Na razie jednak najpoważniejszą walkę muszą stoczyć płockie służby medyczne. Jeśli ich bój okaże się wygrany, być może trener Lars Walther będzie miał nieco większe pole manewru.

Orlen Wisła Płock - HCM Constanta 30:29 (13:15)
Orlen Wisła:
Seier, Wichary - Kubisztal 8, Kavas 8, Miszka 4, Backstrom 3, Spanne 3, Wiśniewski 2, Eklemović 1, Toromanović 1, Chrapkowski, Dobelsek, Kwiatkowski, Syprzak.
HCM: Stanescu, Popescu - Stamate 10, Buricea 4, Novanc 4, Csepreghi 2, Ghionea 2, Riganas 2, Toma 2, Angelovski 1, Sabou 1, Stavrositu 1, Adzić, Criciotoiu, Irimescu, Sadoveac.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza