sobota, 21 maja 2011

Szczęście było blisko


Chociaż końcowy wynik sugeruje dość wyraźną przewagę aktualnych mistrzów Polski, jednak pierwszy mecz finałów play-off PGNiG Superligi trzymał w napięciu od początku do końca. Jeszcze pięć minut przed końcową syreną Vive Targi prowadziły z Orlen Wisłą zaledwie jedną bramką. O sześciobramkowej porażce nafciarzy zadecydowała ich fatalna skuteczność w końcówce meczu. Na parkiecie po raz pierwszy po kontuzji odniesionej w Final Four Pucharu Polski pojawił się po raz pierwszy Michał Zołoteńko (na zdjęciu).

Zaczęło się niemal idealnie dla płocczan, który po dwóch minutach prowadzili już 2:0. Niestety, gospodarze szybko zdołali nie tylko odrobić straty, ale wyjść na prowadzenie. Podopieczni trenera Larsa Walthera kilka razy w pierwszej połowie doprowadzili do remisu, ale końcówka tej odsłony należała jednak do kielczan, którzy schodzili na przerwę, prowadząc różnicą czterech bramek.


Po zmianie stron znowu inicjatywę przejęli nafciarze i dość szybko zredukowali swoje straty do jednego oczka. Niestety, kiedy mogli doprowadzić do wyrównania, zbyt łatwo tracili piłkę.


Wydawało się, że przełomowa dla losów meczu mogła okazać się 44. minuta, kiedy plac gry opuścił kulejący Rastko Stojković. Kołowy Vive Targów solidnie dał się płocczanom we znaki. Sam wprawdzie nie zdobywał zbyt wielu goli, ale to po faulach na nim sędziowie najczęściej dyktowali rzuty karne lub odsyłali płockich graczy na dwuminutowe kary.


Niestety, nafciarze nie zdołali wykorzystać poważnego osłabienia Vive Targów, bo w decydujących momentach zabrakło im precyzji. Chociaż umieli wypracować sobie idealne pozycje strzeleckie, nie byli w stanie ich wykorzystywać. A kielczanie bezlitośnie korzystali z każdej okazji do zdobywania kolejnych goli. W taki właśnie sposób bardzo wyrównane spotkanie zakończyło się zdecydowanie zbyt wysoką wygraną miejscowych.


Drugi mecz finału play-off już jutro w Kielcach. Płocczanie na pewno nie stoją w nim na straconej pozycji. Trener Lars Walther musi jednak dotrzeć do umysłów swoich podopiecznych i sprawić, aby w decydujących momentach nie drżały im ręce. Na pewno więcej można było spodziewać się po Piotrze Chrapkowskim i Arkadiuszu Miszce, którzy zagrali słabiej niż nas do tego przyzwyczaili. Niezłe zawody rozegrał wprawdzie Morten Seier, ale i jemu zdarzył się błąd techniczny, kiedy przy jednobramkowym prowadzeniu Vive Targów zbyt pospieszył się z podaniem na kontrę do Arkadiusza Miszki. Porównanie dwóch środkowych rozgrywających zdecydowanie na korzyść Luki Dobelseka, który zdecydowanie lepiej niż Vegar Samdahl kreował grę nafciarzy.


A u gospodarzy już po raz kolejny gwiazdą pierwszej wielkości okazał się Marcus Cleverly, który swoim doskonałym występem przyćmił zawodników uważanych za gwiazdy kieleckiego zespołu.


Vive Kielce - Wisła Płock 31:25 (17:13)
Vive: Cleverly - Kuchczyński 2, Dzomba 5, Jachlewski 4, Nat, Grabarczyk, Stojković 1, Żółtak 1, Jurecki 3, Zaremba, Jurasik 10, Rosiński 4, Zorman 1.
Wisła: Seier, Wichary - Miszka 4, Wiśniewski 4, Kwiatkowski, Kuzelev 6, Chrapkowski 4, Samdahl 2, Kuptel, Kavas 2, Dobelsek 2, Zołoteńko 1, Twardo.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza