sobota, 23 kwietnia 2011

Czwarte zwycięstwo nafciarzy z rzędu

W Wielką Sobotę na stadion im. Kazimierza Górskiego powrócili kibice i prawdziwa piłkarska atmosfera. W najlepszym wiosennym meczu na własnym stadionie Wisła Płock pewnie pokonała 3:0 lidera grupy wschodniej II ligi - Olimpię Elbląg. Jest to czwarte zwycięstwo z rzędu nafciarzy. Drużyna prowadzona przez trenera Mieczysława Broniszewskiego traci do prowadzących w tabeli Olimpii i Świtu Nowy Dwór Maz. już tylko jeden punkt.

- Życie toczy się dalej. Wciąż pozostajemy liderem, chociaż Wisła i Okocimski zaczynają nas doganiać - powiedział na pomeczowej konferencji prasowej Jarosław Araszkiewicz, trener Olimpii Elbląg, który jeszcze niedawno prowadził zespół z Płocka.


Mecz z liderem rozpoczął się dla Wisły wprost idealnie. Już w siódmej minucie po indywidualnej akcji bramkę zdobył Radosław Biliński, który popisał się efektownym uderzeniem z dystansu. Bramkarz gości Dominik Sobański wyczuł wprawdzie intencje strzelca, ale nie zdołał sięgnąć piłki, która ugrzęzła w siatce.

W odpowiedzi goście opanowali środek boiska i starali się atakować, ale niewiele z tego wynikało, bo doskonale spisywała się płocka defensywa dowodzona przez Artura Wyczałkowskiego. Najbardziej doświadczony wychowanek płockiego klubu był niemal bezbłędny, a w dodatku idealnie ustawiał swoich partnerów z defensywy. Udowodnił tym samym, że w pełni zasługuje na kapitańską opaskę.

- Chcieliśmy grać otwartą piłkę. Niestety, nie stworzyliśmy sobie zbyt wielu sytuacji do zdobycia bramek - przyznał po meczu Araszkiewicz. - Owszem, mieliśmy przewagę, ale tylko do szesnastego metra. A za to nikt punktów nie przyznaje.

W końcowych minutach pierwszej połowy płocczan kilka razy próbował postraszyć Andrzej Matwijów, ale ani jego strzały z dystansu ani dośrodkowania z rzutów rożnych nie przyniosły bramkowych efektów. Gdy wydawało się, że pierwsza część meczu zakończy się jednobramkowym prowadzeniem gospodarzy, piłka trafiła do Damiana Jaronia. Pozyskany z GKP Gorzów pomocnik niemal skopiował wyczyn Bilińskiego, strzelając z dystansu tuż przy słupku.

Gol do szatni sprawił, że trener gości po przerwie zmienił jednocześnie aż trzech zawodników. Trudno jednak określić roszady w składzie Olimpii jako szczególnie udane. Owszem, przyjezdni starali się rozgrywać piłkę jak najdłużej, ale to co udawało im się w środku pola, zupełnie nie wychodziło pod bramką Wisły.

Płocczanie tymczasem, chociaż bronili się bardzo głęboko, wciąż czyhali na okazje do kontrataków. Gdyby Radosław Biliński zachował się nieco mniej egoistycznie, wynik mógłby być bardziej okazały. W 62. minucie płocki napastnik minął już bramkarza, ale zamiast odegrać w środek do Artura Wyczałkowskiego, zdecydował się na strzał z niemal zerowego kąta. Piłka trafiła w nogi jednego z obrońców i wyszła za bramkę.

Potem znów w 84. minucie Biliński przejął piłkę 40 metrów od bramki Olimpii i popędził wprzód, mając po prawej stronie Michała Twardowskiego. Gdy widział, że na skraju pola karnego rusza do niego Dominik Sobański, zamiast odegrać w bok, chciał jeszcze raz minąć bramkarza. I tym razem także się nie udało.

W końcu jednak Biliński zrehabilitował się, a było to już w ostatniej minucie regulaminowego czasu gry. Przejął podanie z głębi pola, minął Krzysztofa Sobieraja i chwilę później popisał się precyzyjnym uderzeniem z narożnika pola karnego, po którym bramkarz przyjezdnych po raz trzeci zmuszony był wyciągać piłkę z siatki.

- Uważam, że jak na drugą ligę obejrzeliśmy dobre widowisko. Goście w środku pola prezentowali się zupełnie nieźle, ale brakowało im wykończenia akcji - powiedział na pomeczowej konferencji meczowej trener Wisły Mieczysław Broniszewski. - Cieszę się, że nasi młodzi zawodnicy coraz lepiej wkomponowują się w zespół, który zaczyna nabierrać takiego walecznego charakteru, co jest dobrym prognostykiem na przyszłość.

Płocki szkoleniowiec zauważył także drugie dno pojedynku na szczycie drugoligowej tabeli. - Jarek prowadził zespół Wisły przede mną i sympatia zawsze będzie po jego stronie - zauważył Broniszewski, podkreślając, że jest trener drużyny przeciwnej jest jego wychowankiem.

Wisła Płock – Olimpia Elbląg 3:0 (2:0)
Sędziowali: Andrzej Meler jako główny oraz Dariusz Drozd i Bartosz Niewiadomy (Kujawsko-Pomorski ZPN)
Bramki: Biliński 7. i 90., Jaroń 44.
Wisła: Kamiński – Nadolski, Mariucci, Wyczałkowski, Hus – Jaroń (92. Pielak), Adamczyk (78. Twardowski), Nowacki, Gueye, Lewandowski (91. Hiszpański)– Biliński (90. Kursa)
Olimpia: Sobański – Sobieraj, Dremliuk, Żuraw (46. Hałgas), Czigładze- Lubenow, Pietroń (Loda 46.), Matwijów, Ledieniow (46. Kołosow), Jackiewicz - Bułka
Żółta kartka: Czigładze (Olimpia)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza