sobota, 7 maja 2011

Nafciarze w finale

Tylko trzech meczów potrzebowali szczypiorniści Orlen Wisły, aby zapewnić sobie awans do finału play off PGNiG Superligi. Podopieczni trenera Larsa Walthera pokonali w Kwidzynie tamtejszy MMTS 25:21. Tym samym zrewanżowali się ekipie prowadzonej przez trenera Zbigniewa Markuszewskiego za ubiegłoroczną porażkę w tej samej fazie rozgrywek. Trzeci mecz był niesamowicie zacięty. Na słowa najwyższego uznania zasłużyli przede wszystkim obaj bramkarze - Morten Seier w Wiśle i Sebastian Suchowicz w MMTS-ie.

Na pierwszego gola trzeba było czekać prawie 150 sekund. W końcu bramkę zdobył Kamil Krieger. Wypożyczony do MMTS-u z Vive Targów Kielce był jednym z kluczowych zawodników swojego zespołu. Podobnie zresztą jak Michał Adamuszek. Jedynym graczem "kieleckiego desantu", który wypadł zdecydowanie poniżej oczekiwań, był tym razem totalnie bezproduktywny Damian Kostrzewa.

Tymczasem Krieger i Adamuszek zagrali tak, że nawet Adam Twardo i Zbigniew Kwiatkowski nie zawsze mieli pomysł na ich zatrzymanie. Całe szczęście, że za ich plecami był jeszcze Morten Seier. Duński bramkarz Nafciarzy po raz kolejny pokazał klasę, udowadniając, że w trudnych chwilach można na niego liczyć.

To właśnie dzięki fenomenalnym interwencjom Mortena miejscowi chwilami kompletnie tracili wiarę w możliwość zdobywania bramek z drugiej linii. Pchali się więc na skrzydła lub na koło, a tam skutecznie blokowali ich płoccy defensorzy.

Niestety, o ile trudno byłoby mieć jakiekolwiek pretensje za grę w obronie, to z atakiem tym razem nie było najlepiej. Owszem, kilka razy udało się szybkie wznowienie, kilka razy Nafciarze wyprowadzili skutecznie kończone kontry, ale atak pozycyjny pozostawiał wiele do życzenia. Podobnie, jak gra w przewadze. Tym razem Nafciarze wyjątkowo mało bramek zdobywali, gdy gospodarze grali w osłabieniu. Inna sprawa, że miejscowi mają wyjątkowo dużo do zawdzięczenia Sebastianowi Suchowiczowi, który bronił jak w transie, zasługując na słowa najwyższego uznania. Problem kwidzyńskiego golkipera polegał jednak na tym, że poza Kriegerem i Adamuszkiem nie miał praktycznie żadnego wsparcia.

Najwięcej bramek dla Orlen Wisły zdobył, niemal tradycyjnie, Arkadiusz Miszka, chociaż - paradoksalnie - do jego skuteczności w tym meczu można byłoby mieć sporo zastrzeżeń. Doskonale spisał się na rozegraniu Luka Dobelsek. Doskonale nakręcał tempo akcji ofensywnych, popisywał się doskonałymi asystami, a w razie potrzeby sam wykańczał akcje. Zbigniew Kwiatkowski, Adam Twardo i Rafał Kuptel byli zaś klasą dla siebie w defensywie.

Nafciarze w pełni zasłużenie zapewnili sobie awans do finału fazy play-off już w trzech meczach. Rywalem podopiecznych trenera Larsa Walthera w finale PGNiG Superligi będzie zespół Vive Targów Kielce. Jeszcze niedawno wydawało się, że Bogdan Wenta ma patent na ogrywanie wszystkich krajowych rywali. Mit niepokonanych kielczan padł jednak właśnie dzięki Nafciarzom, którzy w ostatnim meczu rundy zasadniczej tego sezonu pokonali Vive Targi w ich własnej Hali Legionów. Okazało się więc, że kielczan można ograć. I to nawet w ich własnej hali. Ta świadomość może mieć kolosalne psychiczne znaczenie przed bojami o tegoroczne mistrzostwo Polski.

MMTS Kwidzyn - Orlen Wisła Płock 21:25 (13:12)
MMTS: Suchowicz - Rombel 1, Seroka 2, Peret 3, Krieger 4, Waszkiewicz 4, Łangowski, Orzechowski, Rosiak 1, Adamuszek 6, Kostrzewa.
Orlen Wisła: Seier - Miszka 7, Wiśniewski 2, Kwiatkowski 2, Kuzelew 2, Syprzak 1, Kuptel, Dobelsek 5, Twardo 1, Samdahl, Chrapkowski 2, Kawas 3.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza